czwartek, 31 maja 2018

Antkowy chor - reportaz TV France 3

https://france3-regions.francetvinfo.fr/nouvelle-aquitaine/gironde/bordeaux/petits-chanteurs-bordeaux-fetent-leurs-70-ans-1485629.html

środa, 30 maja 2018

Zerwanie.

To, ze czesto dochodzi do tak zwanego szoku kulturowego czy cywilizacyjnego miedzy mna a ktoryms z reprezentantow francuskiego narodu zupelnie mnie nie dziwi. Od tak dawna jak mieszkam we Francji te sytuacja byly i sa moja codziennoscia.
Jednakze nie dotyczy to 100% francuskiego spoleczenstwa. Sa Francuzi, a raczej Francuzki z ktorymi rozumiem sie bez slow. Konwersacja sama sie toczy. Nie trzeba wkladac w nia najmniejszego wysilku. A gdy przychodzi nam sie rozstac biegniemy do swoich zajec spoznione... bo rozmowy nie udawalo nam sie skonczyc.
Tak bylo wczoraj, gdy jadlam obiad z Hélène, tak bylo dzisiaj, gdy dyskutowalam po zakonczonych maturach z Barbara. Tak jest za kazdym razem gdy widze Florence czy Anne.

Sytuacja ta jest tez zupelnie naturalna, gdy spotykam niektore Polki... z Alina czy z pania Teresa nie trzeba sie na nic wysilac, rozmowa plynie, tematy same sie zawiazuja. Tutaj jednak czesto jest jeszcze to cos czego nie ma w spotkaniach z Francuzkami... jakas taka szczerosc, otwartosc, kawa na lewe, od razu bez ceregieli, wstepow, strategii.
Moj maz zawsze to podkresla... nie jestesmy tacy sami.

Dwa dni temu zerwalam, bo tak to mozna nazwac, poprzez moj poprzedni wpis ale tez poprzez moja dojrzewajaca decyzje kontakty z rodzina mojego meza. Choc dopiero dzisiaj widze to jasno. Zastanawiam sie nawet dlaczego nie zrobilam tego wczesniej? Czy potrzebne mi byly te lata cierpienia i staran?
Kilka lat temu zerwalam, na ponad rok, kontakty z moimi tesciami. Potem mniej lub bardziej efektywnie te kontakty znow sie nieco uladzily, ale gdy spojrze na moje wpisy z poprzednich lat widze ten ogrom poswiecenia i cierpienia.

Nie musze jednak byc jego ofiara, nie musze w nim tkwic, nie musze zginac karku bo ktos rzuca we mnie rasistowskimi tekstami, bo ktos nie szanuje mojego syna i zaproszony na uroczystosc po pierwsze sie na nia spoznia a po drugie przed jej koncem jedzie sobie do restauracji i uwaza to za rzecz najnormalniejsza na swiecie! Jemu, im sie nalezy, oni maja prawo. Ba wiecej, oni maja prawo cie pouczac, moralizowac, wskazywac twoje bledy, twoj rzekomy brak entuzjazmu, brak milosci i zyczliwosci. Sami zas pozostaja bez skazy, gdy obrazaja, nie szanuja, pogardzaja, przoduja w indyferentyzmie. Gdy wyciagasz reke nie odpowiadaja. Gdy probujesz, przez wiele lat probujesz       ( moze nieudolnie) byc mila i pomocna synowa biora cale twoje ramie by je zmiazdzyc i pokazac ci gdzie jest twoje miejsce - w ich niepamieci.

Ja rowniez swieta nie jestem! Mam swoje za uszami jak kazdy czlowiek po tym padole stąpający. Potrafie jednak za swoje bledy przeprosic, potrafie wyjasnic, wytlumaczyc. Niestety potrafie to zbyt dobrze a czasem tez zbyt dlugo praktykowac.

Czas na zmiany. Czas na bycie bohaterem a nie ofiara. Czas na bycie wolnym.
Odrzucam, tak zdeycdowanie odrzucam wszystko i wszystkich tych, ktorzy mnie (czasem przez lata) obrazali, tak odrzucam wszystkie przejawy braku szacunku dotyczace mnie i mojego syna.

Potwierdzam wiec to co napisalam 3 dni temu... Zatrzaskuje mocno drzwi za rodzina mojego meza. Niech sobie zyja gdzie chca, jak chca na mnie juz nie zatancza.




niedziela, 27 maja 2018

Antkowe wyznanie wiary


"Wierze w Trojce Swieta: Ojca, syna i ducha swietego. Wierze, ze Trojca Swieta jest zawsze obok mnie, nawet w momentach trudnych. Milosc Boga mnie inspiruje. Przystepuje do celebracji "wyznania wiary" dlatego, ze chce wciaz isc droga milosci naszego Pana"

Takie slowa napisal i wypowiedzial moj syn podczas dzisiejszej ceremonii. Kazde z 60-ciu dzieci pisalo swoje slowa i na glos, przed calym Kosciolem je prezentowalo. 

Po wczorajszej nawalnicy, zalaniu pokoju i lazienki, kolacji z rodzina mojego meza w domu mokrym i obloconym buciorami wszystkich wizytujacych i strazakow... dzisiaj dotarlismy na czas do kosciola szkolnego. Ceremonia choc trwala 1h i 40 minut byla piekna. Antek cudownie zaspiewal psalm - jak widac na zdjeciu nizej. 
Jednakze zaraz po wyjsciu z kosciola rozczarowanie bylo na tyle duze, ze z trudem udalo je sie na zdjeciach nawet ukryc. Jego rodzina, rodzina mojego meza w kosciele byla kilka minut. Brat meza z zona i trojka dzieci dojechali z duzym opoznieniem gdyz szukali stacji benzynowej by zatankowac do wynajetego samochodu. Jak w koncu dotarli byli podobno kilka minut bo dzieci plakaly, ze sa glodne. 
Podczas mszy wiec wyslali do mnie 2 sms... gdzie jest restauracja, adres? ... bo juz sie tam udawali. Ja jednak podczas mszy smsow nie konsultuje wiec pojechali sami... Malej sie przypomniala nazwa i znalezli bez nas. 
Tesciowie natomiast... wczoraj jadac do nas zgubili sie w Bordeaux i krazyli cala godzine po miescie... dojechali, wyjezdzajac z tego samego hotelu co szwagier i o tej samej porze 1h05 minut pozniej niz mlodzi. Oczywiscie wsciekli, wisieli na telefonie z moim mezem przez te godzine...

Mozecie wiec sobie wyobrazic sceny dantejskie w moim domu zalanym, obloconym, trojka dzieci plus moj Antek, nabijajacy sie z rodzicow wlasnych i ich nieudolnosci szwagier, temperujaca wszystko szwagierka, dwoch strazakow w miedzyczasie... moj zdenerwowany krzyczacy w telefon maz i ja... miedzy kieliszkami, talerzami i wiadrami z calym syfem... po prostu cud malina!

Dzisiaj rano tesciowie znow sie zgubili. Antka spiewu nie slyszeli, Antka wyznania wiary nie slyszeli... nie wiem, o ktorej godzinie dojechali do kosciola. 

Gdy wyszlismy stali wsciekli, marsowe miny, ze trzeba pedem, leciec do knajpy bo dzieciaki szwagra glodne... a pech chcial, ze obiad najmlodszej Diany 10 miesiecznej byl w moim bagazniku, bo wczoraj mi zostawili w lodowce i ja dzis nie zapomnialam tego jedzenia zabrac, ale... 
Zrobilam 3 zdjecia w biegu... sa brzydkie, wiem!

Antek prawie plakal przed tym kosciolem, ze wszyscy maja rodziny, robia zdjecia a my musimy biec, leciec, ze jego kuzynostwa nie ma, chrzestnego nie ma... ze dziadkowie zli...

Po calym zajsciu musielismy jeszcze tak czy tak jechac do domu bo tesc nam taka awanture urzadzil, ze on nie bedzie swoim samochodem tutaj jezdzil, ze musi zostawic go pod domem naszym, na parkingu. 
Stéphane polegl. Przesiadlismy sie do mojej malej 3 drzwiowiej DS... tesciowa zaczela w tym momencie drzec jape, ze ona na tyly nie wsiadzie... bo troche trzeba byc sprawnym, przecisnac sie...

Do restauracji dojechalismy. Malutka zjadla cos tam, co mieli jakies puree ziemniaczane ale pozostala dwojka nadal bez jedzenia... bo czekali na nas...

W koncu dostali. W knajpie jako tako. Zbyt milo nie bylo. Krotki spacer, karuzela dla dzieci i pojechali do siebie...

A ja sobie mowie NIGDY WIECEJ... i nie tylko to, chyba powinnam opuscic te rodzine i dobrze zatrzasnac za soba drzwi. Co tez uczynilam. 










sobota, 26 maja 2018

Katastrofa, masakra...

KATASTROFA, masakra...
2 godziny temu przeszła nawałnica.burza, grad, deszcz, wiatr... Zalało mi pokój Antka, łazienkę i korytarz. Cały taras zniszczony, wszystko zniszczone. Czekam na strażaków bo nie wiadomo czy sie sufit nie zawali, tyle wody jest w stropach i w izolacji " laine de verre".
Oczywiscei byłam i jestem sama. Maz na egzaminie z Antkiem. Sąsiedzi mi trochę pomogli i Alina moja złota. Nie mam prądu.
Goscie czyli rodzinka zjedzie na 17 h...
Zdjecia na mojej stronie Facebook.

piątek, 25 maja 2018

ZachmurzonaM

ano tak... jakos humoru nie mam. Niepokoj ogarnia powoli acz skutecznie moje cialo i dusze. Niby wszystko w porzadku bo i zdrowi wszyscy i jesc mamy co i dach nad glowa i prace ja mam a maz bedzie wkrotce mial bo rozmowy prowadzi... ale cos mnie gniecie, uciska.

Moze napracowalam sie za duzo i na mozg mi sie rzuca?

Sama juz nie wiem.

Jutro maja przyjechac... tesciowie i brat meza z zona i z dziecmi. I tak pucujac dom nie przestaje o tym myslec i im wiecej mysle tym bardziej mam ochote widziec moja szwagierke i jej dzieci a szczegolnie moja chrzesniaczke malutka, ktorej od urodzenia nie widzialam ( takie to nasze zycie rodzinne kwitnace i odleglosci tez podobne) i na przyjazd mojego brata z zona czekam z wysteknieniem... a reszty... widziec nie chce!

Ot pomyslicie sobie, zwariowala BABA na stare lata, odbilo jej... gosci na uroczystosc syna zaprosila i widziec ich nie chce.
Nic na to nie poradze. To wlasnie odczuwam. Niechec, zlosc, niepokoj, wkurzenie... wszystko na raz.

Nauczona poprzednimi doswiadczeniami spotkan z tymi ludzmi, na roznych gruntach czuje niepokoj i strach, denerwuje sie bardzo. Caly czas jednak powtarzam sobie czyli tej durnej lepetynie, ze nie mam CZYM sie denerowowac bo to nie moi rodzice ani nie moj brat. To w ogole nie jest moja rodzina. Oni maja mnie w d... i w pogardzie. Wiezi z nimi nie mam wiec dlaczegoz ja mialabym sie denerwowac niech sie denerwuje Stéphane z bratem w koncu to ich rodziciele.

Niestety... slabo mi wychodzi. Boje sie, ze dostane obuchem w leb, rykoszetem w mozg i mysli czyste, ich rasizmem i brudami w moje idee otwarte. Tak, boje sie.

Tymczasem rece pelne roboty. Wczoraj wrocilam z pracy o godzinie 18... zamowienie czesci zakupow i wykonanie kilku telefonow plus kolacja... czas byl spac. Dzis od rana zakupy, sprzatanie, obiad, zaraz zabieram sie za kuchnie. Dobrze, ze tylko na sobote wieczor... te 10 osob mam nakarmic.  Mial byc bufet letni na tarasie a bedzie ciasno w domu bo pada i jutro tez ma padac. Plany pokrzyzowane. Kielbaski polskie zamiast z rusztu beda z piekarnika... salatki, tian prowansalski, szynki rozniste, wina, szampan oczywiscie tez i na deser sernik truskawkowy na zimno oraz financiers czyli ciasteczka migdalowe z jagodami.

Punkt pozytywny: Nowa Kiecke przymierzylam dzisiaj... lezy ladnie to choc w niedziele bede sie zgrabnie w strugach deszczu prezentowac!

środa, 23 maja 2018

Przeprowadzilam, rozsmieszylam... Francuska codziennosc: czesc 184

Odbyly sie... moje pierwsze 3 lekcje w nowym gimnazjum.
Na poczatek ta jazda... godzine by pokonac 13 kilometrow... myslalam, ze zejde w tych korkach. Wlozylam sobie trampki, Conversy pod siedzenie bo jak mam tyle naciskac na te sprzegla i hamulce to nie w balerinkach ani na obcasach. Do jazdy wiec ubieram trampki, nastepnie zmieniam.

Pierwsza klasa 4 gimnazjum, uczniowie lat 13-14, durnowata az strach sie bac. Belfrowie uprzedzali mnie, ze nieznosna i mieli racje. Jednego delikwenta wyrzucilam juz w pierwszej minucie lekcji. Gume sobie zul... Z ta klasa bede miala pod gorke.

Nastepne dwie godziny z ostatnimi czyli 3-cimi klasami gimnazjum. Bylo mi milo, tak odczuwalam wyrazna przyjemnosc z faktu prowadzenia z nimi lekcji. Na poczatek ich rozsmieszylam moja "data dnia" dzis akurat aresztowanie Joanny d'Arc przez Burgundczykow... nie smiali sie a rechotali wrecz jak im opowiedzialam te historie na swoj sposob. Potem plynnie przeszlismy do lekcji... jedni mieli o murze berlinskim drudzy o atakach z 11 wrzesnia 2001... Konczymy program.

Usmialam sie solidnie i ja jak mi uczniowie powiedzieli, ze prosze pani miedzy RFN i NRD byla autostrada i mogli sobie Niemcy jezdzic jak chcieli w te i wewte... najlepsze w tym wszystkim jest to, ze jakis nauczyciel im to powiedzial, ze wierza jak w swietosc. Przyszlo mi te zawilosc odkrecac... apelujac do ich inteligencji.

Poziom mierny i to bardzo. Oddalam zalegle sprawdziany na 27 uczniow, 13 nie zdobylo nawet polowy punktow czyli 10/20 a egzamin za miesiac. Cienutko, cieniutko jak popluczyny komunistycznej kawy w szklance... ale to juz nie moj biznes, ani moja sprawa.
Dowiedzialam sie tez, ze im Marlin Monroe przypominam... choc stara jestem, duzo starsza od slynnej aktorki w dniu jej samobojstwa. Ale coz milo slyszec...

Ps. Najwieksze zdumienie obserwuje zawsze jak im mowie, ze francuski jest moim trzecim jezykiem... wtedy mamy wytrzeszcz oczu i opadajace szczeki he, he...

wtorek, 15 maja 2018

Skad sie bierze zlo...

https://www.ted.com/talks/philip_zimbardo_on_the_psychology_of_evil?language=fr#t-539614

absolutnie do obejrzenia...



Migrena

Dzisiaj rano zobaczylam w programie "Pytanie na sniadanie" wywiad z jedna pania doktor o najnowszych odkryciach medycyny dotyczacych migreny. Akurat cwiczylam przed telewizorem na instrumentach tortur, ktore pozyczyla mi w ubiegla sobote Alina (pokaze wam je jak zrobie zdjecia).

Temat mnie zainteresowal bo od dziecka cierpialam na migreny. Moja mama ma je do dzisiaj i cierpi tez na nie moja bratanica i to do tego stopnia, ze do szkoly nie chodzi.
Zastanowilam sie chwile bo... zaraz, zaraz... od lat nie mialam juz migreny! Cale dlugie lata bez ani jednego bolu glowy, bez ani jednego lekarstwa na migrene! Jak to mozliwe???

Nie wiem...

Migreny zaczelam miewac w wieku 11-12 lat. Bolalo strasznie, mdlilo strasznie, ale zadne tabletki wtedy mi nie pomagaly ani Gardan P, ani Pyralgina, pabialgina czy tabletki z krzyzykiem. Gdy chodzilam do liceum, a mialam atak migreny to potrafilam zjesc cala paczke tych tabletek... czyli 8-10 sztuk w ciagu 24 h... i NIC... jak bolalo tak bolalo a tutaj lekcje WF, sprawdzian za sprawdzianem... Wspominam to jako wyjatkowy koszmarek. Pod koniec liceum chodzilam do Kiliniki leczenia bolu, na Wildzie, gdzie mialam serie zabiegow typu akupunktura i inne taki, ale glowa bolala mnie wciaz. Skutecznosc tego byla zerowa.

Na pierwszym roku polskich studiow wyrylam glowa w parkiet na jednej z zabaw w Eskulapie. Zrobil sie krwiak. Trafilam na 1 dzien do szpitala, potem na jakies rozne badania EEG, nawet tomograf mi robili. Nic nie znalezli.

Wyjechalam do Francji i migreny dalej dawaly mi czadu. Co roku mialam tutaj kontrolny tomograf lepetyny, ktory co roku niczego nie wykazywal, ale lekarka wolala sprawdzac. Przepisano mi w koncu skuteczne leki na migrene Zomig 2,5 mg i tak z tymi lekami jak z laseczka dawalam rade.
I tak po okolo 5 latach stalego pobytu tutaj, na poczatku lat 2000, jeszcze przed urodzeniem Antka migreny zrobily sie coraz rzadsze. Az w koncu prawie zniknely... Nie wiem od ilu lat, ale od wielu nie wiem juz co to jest bol migrenowy glowy choc w koszu na leki mam jeszcze przeterminowana plakietke Zomig orodispersible...

Nie zrobilam niczego szczegolnego. W miare zdrowo zyje, jem, i sportu duzo uprawiam.

Dzisiaj w ogladanym programie mowa byla o tym, ze migreny sa prawie zawsze dziedziczone po rodzicach. Jesli wiec to prawda, jesli jest jakis gen za nie odpowiedzialny to jak to sie stalo, ze u mnie zanikl?

Kilkanascie lat temu gdy wypilam biale czy czerwone wino nastepnego dnia mialam migrene. teraz pije i biale i czerwone do jednego posilku, poprawie szampanem albo aperitiwem i Nic... nie boli.

Ustapienia migren wszystkim migrenowcowm zycze!

poniedziałek, 14 maja 2018

Znalazlam, kupilam, czytam z Antkiem!


Cos w koncu pozytywniejszego bo wciaz zle wiadomosci przyplywaja lawina, w ktorej tone... ale nie o tym dzisiaj! Dzisiaj bedzie o jednej z moich ulubionych powiesci, ktora w jezyku polskim przeczytalam 6 razy! Kiedys nawet mialam takie soboty i niedziele, ze wstawalam rano, robilam kubki herbaty i siedzac na zoltym fotelu - mialam 2 takie od dziadkow, czytalam te ksiazke i czytalam... caly dzien. 
Nie mam jej w domu po polsku. Nawet troche o niej zapomnialam... A tymczasem w ubiegly czwartek, dzien Wniebowstapienia - a to dzien wolny od pracy we Francji, przechadzalam sie w Rennes na placu Hoche. Trzy stragany "bouquinistes" kusily swoimi zasobami ksiazkowymi. Podeszlismy z Antkiem i od razu moj wzrok sie na Quo Vadis zatrzymal. Pytam ile kosztuje? 3 euros zaledwie... wydanie z 1972 roku. 
Antek zachwycony. Czytamy po 2-3 rozdzialy wieczorami ale wspomagamy sie slownikiem czasami bo nazwy rzymskich pomieszczen domowych, palacowych czy kapielowych hm... nie pamietam wszystkich. 

I tak sobie kontynuujemy nasz maly wieczorny rytual. Po kolacji i po wypiciu ziolek z miodem idziemy na gore i razem z Antkiem czytam ksiazke/ksiazki. Po czym zostawiam go samego i on dalej czyta swoje, inne ksiazki a ja medytuje zanim nie zaczne wlasnych lektur. Nieogladanie telewizji pozwala nam na fajne, nasze wieczory. I to kochamy!


niedziela, 13 maja 2018

Spotkanie ze zlym czlowiekiem...

My chrzescijanie nie zyjemy w bance mydlanej, pod kloszem, ktory chroni nas przed calym zlem tego swiata. Musimy sie jakze czesto z tym zlem zmierzyc. I szczerze mowiac a raczej piszac tutaj od kilku dni zastanawiam sie jak reagowac? Jak postepowac z kims kto jest zly, w srodku zly?

Wczoraj mialam nawet na ten temat krotka rozmowe z moimi przyjaciolkami, u ktorych bylismy na kolacji.

Gdy jest sie dzieckiem a szczegolnie dzieckiem francuskim swiat jest prostszy gdyz dzieli sie na "gentils et méchants" czyli na milych/dobrych i na zlych. Pozniej... hm kazdy z nas jest w jakims stopniu zly. I tak jak ja osobiscie moge zrozumiec i tolerowac ludzi glupich, malo inteligentnych, nie posiadajacych wlasnego zdania, pieknych czy brzydkich tak nie wiem, zupelnie nie wiem jak postepowac, gdy staje twarza w twarz z czlowiekiem zlym: z czlowiekiem, ktory nienawidzi, ktory sie wscieka, ktory calymi dniami wypowiada tylko i wylacznie negatywne zdania i opinie, ktory nagminnie obraza innych, dyskryminuje innych ze wzgledu na ich kolor skory, religie, przynaleznosc narodowa, ktory nikomu nie pomaga, nikomu nic nie daje nawet usmiechu...

Jak stanac twarza w twarz z kims takim? Co mowic, co myslec, jak reagowac?

Najchetniej bym uciekla... to najprostsze, najszybsze, najmniej bolesne. Ale gdy to ktos z bliskiej rodziny i spedza sie z nim kilkanascie godzin, kilka dni? Owszem mozna uciec jesli sie da. A jesli sie nie da? Jest taka sytuacja, ze ten dluzszy, jak dla mnie zbyt dlugi czas, trzeba w towarzystwie tej, tych osob spedzic?

W psalmie 37 czytamy: "Nie irytuj sie... "
W ksiedze Przyslow 8:13 z koleji czytamy, ze mamy nienawidziec zlo "avoir en horreur le mal"... to samo w liscie do Rzymian 12:9

Mateusz 5:34 pisze zebysmy blogoslawili tym, ktorzy nam zle czynia a Swiety Pawel w liscie do Rzymian to powtarza.

Przyklady mozna mnozyc. Mamy przebaczac 7 razy i wiecej, mamy blogoslawic, modlic sie za tych zlych ludzi, oddawac im dobrem za ich zlo...
Ale czy to oznacza, ze mamy nadstawiac policzek i milczec? Nie... gdyz w tych samych tekstach wzywa sie chrzescijan to uswiadamiania zla swym bliznim, pokazywania im, gdzie popelniaja blad, jak moga sie do tego bledu przyznac i jak moga go naprawic - Dzieje apostolskie.
Jak dlugo, do jakiego stopnia?

Swiety Pawel pisze do Tymoteusza: oddal sie od tych ludzi 2: 3:5. Mateusz potwierdza oddal sie od slepcow... 15:14...

hm? I co tu zrobic???

sobota, 12 maja 2018

Czlowiek...

Siedzi na przystanku autobusu miejskiego. Po prawej stronie trzyma zwiazana sznurkiem karimate. Prawie go nie widac. Cale cialo okryl rozowawym starym kocem. Na glowie ma popielata czapke. Dopiero podchodzac nieco blizej mozna dostrzec, ze pochodzi z Afryki.
Na przeciwko przystanku nowoczesna piekarnia z serwisem Drive przyciaga dziesiatki klientow. Parkuja swoje samochodu tuz przed wejsciem i szybciutko wchodza do srodka. Prosza o dobrze wypieczona bagietke, pokrojony chleb czy czekoladowe eklery. Czlowiekowi rzucaja szybkie spojrzenia, zastrzaskuja drzwi swoich samochodow i odjezdzaja.

W piekarni czekajac kilka chwil w krotkiej kolejce niecierpliwa sie bardzo: dlaczego on tam siedzi, czego chce, co tutaj robi? Nikt nie zna odpowiedzi.

W ubiegly czwartek pewna kobieta kupujac chleb ze swoja rodzina kupila tez kanapke, napoj i podeszla do czlowieka. Trzymala sie troche na odleglosc. Nie pachnial zbyt swiezo. Usmiechnal sie jednak szeroko ukazujac skrawek swojej czarnej twarzy. Pochodzi z Erytrei. Zna tylko kilka francuskich slow.

Inny czlowiek, bialy i dobrze odzywiony posiadajacy dom z pieknym ogrodem krzyczy: wyrzucic go z tego przystanku, on nie ma prawa tutaj byc. Dlaczego burmistrz go nie wywali, gdzie jest burmistrz, dajcie tutaj tego przekletego socjaliste co to do niczego sie nie nadaje, nic nie robi, len ostatni. Bialy czlowiek pieni sie, wscieka, podskakuje i dzieli te swoja zlosc z innymi klientami. Na kobiete krzyczy: glupia, idiotka, z kanapka sie znalazla, niech wypierdziela stad bo policje wezwe, migrantow sie zachciało.
Kobieta grzecznie odpowiada choc bardzo stanowczo: trzeba zadzownic po pomoc spoleczna, na 115. Moze beda mogli temu czlowiekowi pomoc, a ze jest glodny i spragniony to chociaz te kanapke zje.

Bialemu czlowiekowi splywa piana z ust, nienawisc wyplywa mu z oczu a uszy drza pobudzane drgawkami wscieklosci. Wyglada okropnie. Krzyczy: ja dzwonil nie bede, sa tutaj inni co blizej mieszkaja, niech oni dzwonia. A poza tym burmistrz jest od tego, niech on to zalatwi albo jakis krzyz czerwony. Ja sie w to nie bede mieszal. Pani sobie wyobraza ze w poniedzialek dzieci do szkoly ida przeciez beda sie bac czekania na przystanku autobusowym bo ten tam owen tam lezy, brudas jeden, niech wraca do siebie. Piesci wznosza sie ponad glowe, bija powietrze, czyste, przezroczyste i pachnace wiosna w ten majowy dzien.

Bialy czlowiek wraca z kobieta do swojego domu, w samochodzie wscieka sie wciaz, nie przestaje mowic o wielkim niebezpieczenstwie, o czarnuchu, o obcym, ktory ma sie zabierac. Kobieta milczy. Wchodza do domu. Bialy czlowiek dzieli ze swoja zona swoja nienawisc. Teraz kreca sie na tej karuzeli jak dwa baki juz we dwojke. Wyzywaja choc stol zastawiony.

Kobieta bierze do reki telefon, wybiera 115. Konsternacja. Cisza. Nasluchuja. Ona jednak swobodnie i spokojnie mowi o czlowieku. Tak, przysla pomoc, za kilkanascie minut dotra, zobacza co da sie zrobic.

Kilka chwil pozniej w ich nowej kuchni panuje ciezka cisza. Jedza szybko. Maly, bialy chlopiec probuje swoim perlistym smiechem wniesc troche radosci. Slyszy: za duzo wody pijesz, za duzo jesz. Milknie.

Bialy czlowiek wchodzi do mieszkania swojej 94 letniej matki. Trzyma rece w kieszeni. Rozsiada sie wygodnie. Matce jest zimno, bardzo zimno. Siedzi calymi dniami na kanapie, patrzy na drzewa za oknem. Malo co slyszy. Twarz ma smutna, zmeczona, nogi opuchniete trzyma pod cieplym kocem. Posiedza tak chwile razem. Kolo poludnia wejdzie jej corka, siostra bialego czlowieka, przyniesie torbe jedzenia; zacznie jej odgrzewac, nakryje do stolu. Da matce obiad, posiedzi przy niej.
Bialy czlowiek zdziwiony zapyta: to ona sama jesc juz nie umie?
Siostra cieplo odpowie: nie, jestem tutaj na kazdym obiedzie i na kazdej kolacji bo mama juz nawet nie daje rady sobie odgrzac jedzenia w mikrofalowce.
Bialy czlowiek stwierdzi tylko: nie wiedzialem.

Wroci do swojego domu i opowie swojej zonie, ta wzruszy ramionami.

Czlowiek...

Saint Erblon, 6-11 maj 2018

sobota, 5 maja 2018

90 666

90 666 posilkow spozywamy w ciagu naszego zycia - poinformowal mnie edytorial z najnowszego numeru "Elle à table".
Oczywiscie cyfra ta dotyczy przecietnego Francuza, ktory zyje 82,8 lat i spozywa 3 posilki dziennie!

Jesli dodamy do tego 7 posilkow wieku niemowlecego i lata podwieczorkow plus na przyklad moje ciagle podjadanie to wyjdzie tych posilkow duzo, duzo wiecej!

I pomyslec, ze kazdy z tych posilkow jest OKAZJA to odkrycia NOWYCH smakow, do przypomnienia sobie smakow z dziecinstwa, do spotkania nowych OSOB, do celebrowanie swojej kultury albo do otwarcia sie na kulture inna, obca, do podpisania sie pod pewnym typem rolnictwa albo innym, do wyruszenia w podroz calkiem blisko albo na skraj swiata!
A jesli policzyc kazdy kes, ktory sluzy albo nie naszemu zdrowiu, naszemu lokalnemu spoleczenstwu, naszemu samopoczuciu...
To co WYBIERZEMY???

Francuzi uwielbiaja gotowac, dla nich gotowanie to przyjemnosc 56% a tylko dla 20% to obowiazek!
94% Francuzow uwielbia dania regionalne i 58% wyznaje, ze bardzo dobrze gotuje. Eh...
Dla wiekszosc francuskich dzieci przygoda z kuchnia zaczyna sie bardzo, bardzo wczesnie bo w wieku 2-3 lat. Sama pamietam jak Antek pomagal w kuchni albo mial lekcje w szkolnej stolowce w przedszkolu od 3 roku zycia wlasnie. A jesc to on lubi... i je coraz wiecej!

W Polsce z badan GFK wynika, ze 45% Polakow lubi gotowac a 38% nie lubi. 25% twierdzi, ze gotowac nie umie, 21% jest pasjonatami kuchni. Za Beko: 59% Polakow gotuje w domu i zajmuje im to od 45minut -1,5 godziny dziennie. A 28% robi raz w tygodniu ciasto w domu.
Ot kilka ciekawostek...

18 tydzien 2018. Bilans: Flaga z ketchupem; pracowo, kulinarnie i pomyslowo. Francuska codziennosc: czesc 178


Nie mam zdjec z tego tygodnia oprocz 4 kulinarnych... Jakos nie chcialo mi sie robic. Tydzien byl dosc spokojny poza jednym, srodowym wydarzeniem zawodowym. Mialam wiec czas by czytac/sluchac/ogladac polskie media i... 

Zdecydowanie stwierdzam, ze byl to tydzien:
FLAGI z KETCHUPEM

Na poczatek byly zdjecia butelki ketchupu i kielbasy otoczone polskimi flagami trzymanymi przez poslanki PISu gdzies nad Wisla - to w ramach akcji "duma".
Dzisiaj rano uslyszalam w polskim radiu bilans MAJOWKI:
53 zabitych
850 rannych
2800 pijanych kierowcow zatrzymanych przez policje, ktorej bylo 5000!

Flaga polska zostala wiec i doslownie i w przenosni naznaczona solidna iloscia ketchupy wlasnej produkcji a grilowana kielbasa znalazla sie nawet w srodku. 
Przypuszczam, ze Polacy sa bardzo, ale to bardzo DUMNI i z flagi i z ketchupu i z pijakow. 
Genialny narod!

1. Paraca zawodowa
Utknelo w papierach kuratorium. W srode dostalam telefon wysylajacy mnie do pracy od czwartku rano do miejscowosci znajdujacej sie 100 km od domu. Nie zgodzilam sie choc nie mialam prawa bo jako urzednik panstwowy musze wypelniac rozkazy z gory plynace. Jakims dziwnym trafem wyslali kogos innego. Dalo mi to kilka dni na zalatwienie dwoch certyfikatow medycznych: jeden od internisty, drugi od kardiologa... ze moj stan zdrowia nie pozwala mi na wykonywanie pracy daleko od domu ani tez na wykonywanie pracy, ktora zbyt czesto sie zmienia... chodzi oczywiscie o gimnazjum/liceum/uniwerek i na odwrot co kilka tygodni. 
Watpie by panie w administracji wziely to pod uwage, ale nigdy nie wiadomo. Do zwiazkow zawodowych dokumenty te rowniez wyslalam. 

2. Praca domowa
leciutka, spokojniutka... 

3. Dieta
Jako tako utrzymana bo nie przytylam ale schudnac nie schudlam od wakacji w Katalonii a powinnam kilogram zgubic... niestety zajadam stres, nie panuje nad nim tylko wciaz cos gryze... pestki, orzechy, jablka... non stop cos jem...

4. Treningi
Duzo, kazdego dnia...
Z Chodakowska, ze skakanka, z Mel B, jogging... kazdego dnia z godzine... bo musze stres rozladowywac. 
5. Medytacje
Kazdego dnia... jak z treningami... powod - stres, niepewnosc...
6. Wydatki
62 euro jedzenie
70 euro fryzjer
7. Przeczytane
Od nowa "Piaskowa gora" Joanny Bator... inspiruje sie jej jezykiem bo po zrobieniu w ubieglych tygodniach planu nowej ksiazki, zaczelam pisac... swoja 4 ksiazke... I UWIELBIAM TO!
8. Wydarzenia specjalne
hm... narazie jest dosc spokojnie. Wszyscy sa zdrowi, zadowoleni i za to dziekuje!
Jutro wyjezdzamy do tesciow na kilka dni, do Bretanii... czy do wtorku, czy dluzej? Nie wiem bo to zalezy od telefonu z pracy. Antek ma caly tydzien wolny bo wtorek i czwartek sa u nas dniami wolnymi. Stéph w dyspozycji a ja uwieszona przy telefonie juz 5-ty tydzien w tym roku... i to nie jest na moje nerwy, ani na moje SERCE... ktore szaleje! 




czwartek, 3 maja 2018

Przypominajka konstytucyjna

Aucun texte alternatif disponible.
Aucun texte alternatif disponible.

Taka przypominajka... o naszej Konstytucji z 3 maja 1791 roku, ktorej to egzemplarz w jezyku francuskim posiadam. Choc ciezko myslec, ze te dzisiejsza Konstytucje obecna wladza w Polsce notorycznie lamie. Dzis beda z ekranow krzyczec, ze swietuja Konstytucje tylko jaka? i czy Ci co ja swietuja ja chociaz JEDEN RAZ przeczytali? Wiekszosc pewnie nawet jej nie otworzyla o lekturze nie wspominajac. Dlatego moze, gdy politycy ja lamia to ta swietujaca wiekszosc milczy bo nie rozumie, bo nie czytala, bo nie zna?

wtorek, 1 maja 2018

Bylo to 14 lat temu. A co jest teraz???


Dokladnie 14 lat temu Polska zostala przyjeta do Unii Europejskiej. Pamietam ten dzien bo bylam bardzo dumna z tego faktu choc od dawna mieszkalam juz we Francji. UE nie jest organizacja idealna, spelniajaca wszystkie oczekiwania i oczekiwania wszystkich. Rowniez nieidealna organizacja jest NATO, ONZ, WHO. Coz mozna jednak napisac o takiej organizacji jak PZPR, ktorej pochody pierwszomajowe z rozewnieniem (co niekotrzy) dzis wspominamy? A jak ocenic bardzo wspolczesna nam organizacje PIS? 

Podczas wakacji kwietniowych przeczytalam zalegly z lutego numer "TP" a w nim ciekawe dossier na temat nam wspolczesnych i jak najbardziej polskich wladcow strachu. 
Oto mechanizm, ktorego ofiarami stalo sie kilka milionow Polakow, pisze Marcin Zyla choc autorami tej analizy sa Hanna Frejlak, Pawel Cywinski, Filip Katner i Jaroslaw Ziolkowski tworcy portalu uchodzcy.info. Przyjrzeli sie oni 28 tysiacom wypowidzie naszej obecnej klasy politycznej. Wniosek jest tylko jeden w Polsce stworzona zostala kultura strachu a miliony Polakow, ktorym nie chce sie samemu i samodzielnie myslec wpadly w jej sidla. 
Oczywiscie z punktu widzenia psychiatrii, psychologii czy socjologii zarzadzanie strachem jak i tworzenie go sa objawami choroby, w ktorej racjonalne myslenie zostaje wylaczone. 

Kilka cytatow dla potomnosci:
1. 14 lipiec 2015 J. Gowin "Wystarcza setki tysiecy niezasymilowanych muzulmanow zeby roznosic po krajach Europy zachodniej zaraze terroryzmu. Jak przyjmiemy osoby wyznania muzulmanskiego to ataki nastapia tez w Polsce..."
2. 8 wrzesien 2015 J. Gowin "Ostatnio slyszalem, ze panstwo islamskie rekrutuje swoich zolnierzy, czy szkoli swoich zolnierzy w ten sposob, ze oni wysadzaja w powietrze niemowleta. Otoz od tego jestem polskim politykiem, zeby zapobiec lub zmniejszyc ryzyko, ze kiedykolwiek ktos wysadzi w powietrze polskie niemowle". 
3. 10 wrzesien 2015 Z. Ziobro "Jezeli wpuszczac imigrantow do Polski to chrzescijan i jazydow. Nie beda wysadzac sie w powietrze".
4. 11 wrzesien 2015 Z. Ziobro "Wlasnie czytalem rano dane ze Szwecji - na skutek polityki mulitkulti w Szwecji wzrosla o 700% liczba gwaltow". 
5. 10 pazdziernik 2015 J. Kaczynski "Sa juz przeciez objawy pojawienia sie chorob bardzo niebezpiecznych i dawno niewidzianych w Europie: cholera na wyspach greckich, dyzenteria w Wiedniu, niektorzy mowia jeszcze o ciezszych chorobach. No i sa pewne przeciez roznice zwiazane z geografia - roznego rodzaju pasozyty, pierwotniaki, ktore nie sa grozne w organizmach tych ludzi, moga tutaj byc grozne"
6. 7 styczne 2016 B. Szydlo "Zadeklarowalismy gotowosc przyjecia okreslonej liczby uchodzcow. W tej chwili jest to 100 osob (...)W Polsce jest kontynuacja wladzy. Jestesmy rzadem przewidywalnym i racjonalnym"
7. 8 luty 2016 P. Kukiz "Nie dziwie sie pani Joannie. Gdybym byl na jej miejscu, to tez marzylbym o imigrantach w kontekscie sywlestrowej nocy"
8. 24 marzec 2016 B. Szydlo "Nie widze mozliwosci, by w tej chwili migranci do Polski przyjechali (...)To co wydarzylo sie w Brukseli, to akt barbarzynstwa, akt terroru. Bezpiecznestwo Polakow jest najwazniejsze."
9. 10 czerwiec 2016 P. Kukiz "Muzulmanie rozmnazaja sie tak samo jak katolicy tylko wieksza jest czestotliwosc rozmnazania. Ale dlaczego jest wieksza czestotliwosc? - To prosze zapytac Arabow dlaczego (...) Moze nie uzywaja srodkow antykoncepcyjnych (...) Oni sie rozmnazaja, czy to w Polsce, czy w Niemczech, czy we Francji, czy w Ugandzie czy w Jordanii". 
10 23 marzec 2017 B. Szydlo "Niemozliwe jest oddzielenie uchodzcow/imigrantow muzulmanskich od terrorystow (...) Na uchodzce muzulmanina nalezy patrzec jak na potencjalnego terroryste". 
11. 20 maj 2017 M. Blaszczyk "Od kilkuset uchodzcow sie zaczyna. W Finlandii przyjeto 100 Somalijczykow, dzis jest och 18 tys. Bo muzulmanie maja liczne rodziny, sprowadzaja swoje rodziny i krewnych, spolecznosc sie rozrasta".
12. 24 maj 2017 B. Szydlo "Nie zgodzimy sie na zadne szantaze z UE (...) Nie dopuscimy do tego zeby polskie dzieci nie mogly bezpiecznie pojsc do klubu, do szkoly, na plac zabaw. Mamy odwage zadac elitom politycznym w Europie pytanie: dokad zmierzacie, dokad zmierzasz Europo? Powstan z kolan, obudzi sie z letargu w przeciwnym razie codziennie bedziesz oplakiwala swoje dzieci"
13. 16 czerwiec 2017 J. Gowin "Kazdy narod, kazda cywilizacja ma prawo sie bronic przed zaglada. To, co robia elity zachodniej Europy jest wstapieniem na droge samozaglady Europy. Polska a przynajmniej nasz rzad, w tym uczestniczyc nie bedzie".

W tym czasie z 53% do 76% wzrosla licza Polakow mowiacych "nie" uchodzcom z innych krajow UE. a z 21% do 63% wzrosla liczba Polakow odmawiajacych jakiejkolwiek pomocy ludziom z krajow objetych wojna.