środa, 30 września 2020

1godzina i 25 minut ZAMKNIETA w WINDZIE...

 tak dzisiaj rano... moja kolej... 

Sąsiedzi juz byli, tym razem padło na mnie. O 6:55 do 8:20... w samochodzie w windzie dla samochodów...

Mialam zacząć lekcje o 8 w miejscowości oddalonej o 54 kilometry... dojechałam na 9:20 dopiero...


Dzwonilam ale jak zwykle żadna praca nie została wykonana - tak to funkcjonuje. Odczekalam wiec do 10 na kolejna lekcje... w międzyczasie kilku zartownisow nacisnęli 3 razy na alarm przeciwpożarowy wiec 3 razy sie ewakuowalam... 

Ostatnia lekcja o 11... uczniow brak... dotarli na 11:20 bo mieli sprawdzian z angielskiego i nie skończyli na czas a byli w innym budynku, no i lal deszcz... 


Niech ten dzien sie juz skończy.... 

W pokoju nauczycielskim zrobiłam taka awantury w południe... szlag mnie trafia... nie mówiąc o awanturach z dzisiejszego poranka z technikami od winy, z zarządca budynku, z wlascielami mojego, naszego mieszkania... 

po prostu ja pierdoel...

wtorek, 29 września 2020

Trzęsący du...

 I co z tym fantem? 

Coraz wiecej uczniow siedzi w domu bo "podejrzenie o Covid". W związku z tym dyrekcje szkol mowia nam musicie robie lekcje w klasach i wysyłać lekcje tym, ktorzy sa nieobecni. 

Na to związki zawodowe odpowiadają NIE! Nie mam pracować podwójnie i obecnosciowo, w klasach i na dystans, z tymi, których nie ma. 

Zgadzam sie ze związkami zawodowymi! Dawniej, przed Covid; jak uczeń mial grype czy inna angine siedzial w domu i kompletował lekcje od swoich kolegow... Teraz nawet bez symptomów siedzi w domu, czeka na test, czuje sie zdrowy ale ty masz wykonać PODWOJNA ROBOTE i mu wysłać... 


napisalam, ze sie NIE ZGADZAM... 


Na to czesc kolegom i wypisuje, ze "musze", ze "to moj obowiązek" ale ja mam artykuly prawne i wiem, ze to ani moj obowiazek ani ze musze. 

Jednakże spora czesc trzesie dupami... i wmawia ci... 


Kolejne trzesactwo... mamy zebranie z rodzicami pierwszych klas liceum we wtorek 13 wieczorem. ja musze specjalnie na nie pojechać choc nie mam lekcji w tym dniu i poszukać sobie hotelu bo zebranie konczy sie okolo 21 a ja następnego dnia rozpoczynam o 8 rano... wiec nie chce zginać na drodze... dodatkowo za ten hotel z własnej kieszeni zapłacić jak i za posiłki. I tak przed nadchodzącym zebraniem - celowość zebrania i narażania sie na kolejne zakażenia pomijam! - koledzy pisza, ze musimy my belfry sie spotkac przed zebraniem... by harmonizować nasz dyskurs wobec rodzicow!!!!!!!!!!!!!!!


jak to przeczytałam to... padłam... 

Jako wolny człowiek nie musze NICZEGO HARMONIZOWAC... pisze wiec do nich, ze nie potrzebuje... a oni mi na to, ze "co jak rodzice sie wściekną?"... 


Ja pierd... uf, uf... 

poniedziałek, 28 września 2020

Swiatowy dzien prawa do aborcji.

 Tak, to dzisiaj 28 września... 


za Cairn info.  https://www.cairn.info/revue-population-2018-2-page-225.htm#


Tak wyglada mniej wiecej obecna sytuacja w tej kwestia na swiecie. 

To dzien uświadamiania kobiet, dzien walki o ich prawa.

Nigdy nie krylam sie z tym, ze jestem absolutnie za prawem do aborcji w państwie demokratycznym, ale za aborcja regulowana prawnie, gdyz co byśmy o niej nie pisali, a pisałam i ja... to jest zawsze trauma i dramat dla kobiety. 

Ostatnio obserwuje we Francji dosc negatywne tendencje. Z jednej strony ogranicza sie dostęp do aborcji kobietom bo brakuje miejsc, lekarzy itd. Z drugiej strony sa tez tendencje by zakazać lekarzom odmowy... co zakrawa na terroryzm sumien. Jesli rzeczywiście do takiego zakazu dojedzie Francji bedzie jedynym krajem na swiecie, w ktorym lekarz zostanie pozbawiony własnego, indywidualnego sumienia. 

W Polsce jak wiadomo sytuacja jest w tej kwestia napięta od lat i toczy sie boje o prawo do aborcji choc w latach PRL, niektórych, aborcja byla jedna z metod antykoncepcji i niewielu to przeszkadzało. 

Fajna niedziela u teściów, na wsi.


Pojechalismy wczoraj do teściów na wies, pod Rennes. Na początku byl pyszny obiad... awokado, lasagne i tiramisu... od stolu bylo cieżko wstać! Ale wstaliśmy bo poszliśmy na dlugi spacer, na pola, tam, gdzie nie trzeba masek! Do tablicy z nazwa miejscowości trzeba maski a 10 centymetrów za nia juz nie!!!!

Choc po jednej i po drugiej stronie tablicy nie ma żywego ducha, ale takie sa przepisy. 

Chodzilismy po polach, po leśnych drogach i nazbieraliśmy mnóstwo jadalnych kasztanow czyli châtaigne, troche zoldzi do dekoracji... Wialo silnie i pogoda byla iscie zimowa ale daliśmy rade! 
Teraz , następnym razem będziemy piec kasztany w kominku u teścia i je zjadac!

Dzis znow początek tygodnia... jeszcze 3 do wakacji!




 

niedziela, 27 września 2020

Antykoncepcja po francusku 3% i po polsku ponad 50%.

Wczoraj byl światowy dzien antykoncepcji. 

Rozne media naświetlały go w rozny sposob. 

Mnie natomiast zastanowił pewien fakt... Jak to możliwe by w tym samym czasie, na tym samym kontynencie, w centrum UE... w jednym kraju nie stosuje antykoncepcji 3% kobiet w a drugim, sąsiednim ponad 50%? 

Z czego to wynika? Z czym sie wiaze?

We Francji, w ktorej tylko 3% kobiet przez 50 rokiem zycia nie stosuje żadnej metody antykoncepcyjnej, wszystkie kobiety maja  dostęp do pigułki po, do aborcji i do znakomitej opieki podczas ciazy, porodu  bez bolu i połogu. 

W Polsce, gdzie ponad 50% kobiet nie stosuje żadnej metody antykoncepcyjnej pigułki i te anty i te po sa trudno dostępne - z tego co czytam, aborcja zakazana, porody przypominają w 90% przypadkow koszmary i zapewniają przeżycia traumatyczne bo albo nie ma anestezjologa, albo nie zdazyli podac znieczulenia, albo cos tam jeszcze... pobyt w szpitalu po porodzie to tez niezbyt przyjemne doświadczenie a w połogu nie ma nawet refundowanej i zapewnionej reedukacji miesni Kegla. 


W tej samej Polsce mowi sie, ze ... ciaza to brzydkie slow najlepiej mowic stan błogosławiony, ze trzeba urodzic bo inaczej to zabójstwo... a tymczasem dzieci niepełnosprawne czy chore zyja na skraju ubóstwa a ich rodzice cierpią katusze... jednocześnie na SIE POMAGA wciaz trwają zbiorki na leczenie, ktore powinno zapewnić państwo...??? ba nawet czesc szczepień dla urodzonych dzieci nie jest refundowana! 


Gdy spojrzeć a statystyki dotyczące śmiertelności kobiet z powodu raka piersi czy jajników w Polsce umiera DUZO wiecej osob niz we Francji... ale to w Polsce mowi sie, ze antykoncepcja powoduje RAKA?????


Nie jestem lekarzem... ale cos mi tutaj nie pasuje! 

"Les choses humaines" czyli Ludzkie sprawy wedlug Karine Tuil. Z cyklu przeczytane, Goncourt licealistów.


Ludzkie a moze nieludzkie? Zdziwila mnie ta powieść i tym bardziej przyznana jej nagroda Goncourt licealistów w 2019 roku. 

To powieść à la mode... serfująca na fali ruchów #metoo albo #denoncetonporc .  Jest tutaj sporo socjologii... w samym funkcjonowaniu malzenstwa, ktore ma wladze czy systemu sądowniczego we Francji, w ktorym gwalciciel ze środowiska władzy nie zostaje ukarany za gwałt. 

Jest tutaj sporo psychologii w konfrontacji ofiara-sprawca, relacje w pracy, w mediach... 

Ale przede wszystkim jest tutaj masa seksu. Nie takiego ludzkiego, przynoszącego radość, wnoszącego cos pozytywnego ale takiego, za ktory sie placi albo, do którego sie zmusza, albo takiego w ktorym sie zdradza, gardzi, poniewiera. 

Stad moje zdziwienie... skad ta nagroda, prestiżowa zreszta, od licealistów?
Pracuje z licealistami... i albo sie kompletnie mijam z prawda co do osob siedzących na przeciwko mnie albo ci licealiści, ktorzy te nagrodę przyznali sa tez z opisanych w książce elit władzy... niekoniecznie siedzących przede mna w lawkach. 

Zastanawiam sie co ta powieść wniosła do mojego zycia, do moich emocji, czego mnie nauczyła, co mi przekazała? I odczuwam niesmak, obrzydzenie... 
moze szkoda bylo na nia czasu? a moze nie... moze tacy sa dzisiaj francuscy licealiści? 

 

piątek, 25 września 2020

Boje sie...


Boje sie gdy jade do pracy wcześnie rano te 54 kilometry a za oknem jest noc... te noc przecina deszcz i to taki, ze na kilkanaście metrow nic nie widac poza oślepiającym światłem innych samochodów... gdy ustaje deszcz dalej nic nie widac bo sa mgły... co drugi dzien sa mgły, ktore ograniczają widoczność do jakis 50-100 metrów. Mam wrażenie, ze jade w mleku... 

Boje sie, gdy zauważam, ze zabraknie mi za chwile benzyny - jak dzisiaj rano... bo wczoraj tego nie zauważyłam... i licznik schodzi do "zostało 30, 25 kilometrów" a ja co prawda mam mniej do celu ale żadnej stacji na horyzoncie nie widac... Podjechalam pod punkt naprawczy samochodów i pan mnie poratował 10 litrami... dzis rano, w tej nocy i w tym deszczu... dojechałam. 

Boje sie, gdy sprawdzam obecnosc w moich klasach i codziennie ktos ubywa a uczniowie mowie mi "ma Covid albo nie wiemy czy ma Covid ale ma miec test bo ma symptomy".
Boje sie, gdy w pokoju nauczycielskim koledzy mowie ilu w ich klasach jest nieobecnych z covidem czy podejrzeniem o covid. 

Boje sie, gdy wiozę kolegow z pracy czy do a oni nie chce jechać w maskach bo maja dosyć po dniu pracy a ja musze naciskać by jednak założyli... i wtedy smieja sie ze mnie, "ze przesadzam"...
Boje sie, gdy kolega, którego wiozę w moim aucie po ilus minutach oświadcza mi, ze w ostatni weekend znakomicie bawil sie na weselu kumpla i ze bylo ze 100 osob i wszyscy bez masek... tak chciałam zatrzymać sie na autostradzie i go wysadzić!

Boje sie gdy wczoraj mowia nam, ze jest ponad 16 000 zachorowań w 24 godziny wiecej niz w marcu! i ze 35% chorych na Covid na reanimacji to ludzie w moim wieku okolo 45 roku zycia... 

Boje sie, ze Antek załapie mi cos w szkole...

Boje sie, gdy zamykają bary o 22 albo w ogole je zamykają, gdy zamykają klubu sportowe i baseny ale utrzymuja szkoly otwarte bo ... tak trzeba...
Boje sie, gdy mowie, ze nalezy preferować prace na odleglosc ile sie tylko da a w edukacji narodowej wzywa sie nas osobiście na każde zebranie, spotkanie, lekcje... bo musimy byc... 

tak boje sie... 


 

środa, 23 września 2020

Mam 3 uczniow z Covid a do pracy chodzi w stroju REPUBLIKANSKIM!

 Nie wiadomo juz czy śmiać sie czy plakac? 


Dzis rano sie dowiedziałam, ze moich 3 uczniow ma Covid. 2 z tej samej klasy. jednakże nie zamyka sie ani klasy ani szkoly ponieważ wszyscy mamy szmaty  na gebach to nie jesteśmy " w kontakcie".  

Zycie toczy sie dalej az i nas siupnie... albo i nie. 


Tymczasem nasz minister edukacji dwa dni temu stwierdził, ze uczniowie maja przychodzic do szkoly w stroju REPUBLIKANSKIM. Coz to takiego...




hm... moze byc rocznie interpretowane... od republiki rzymskiej poczynając na tej z północnej Korei kończąc albo jak na rysunku mozna tez przyjść bez majtek... jak za 1szej Republiki francuskiej. 

Uwielbiam te absurdy... to part oczywiscie, smutny zart. 


wtorek, 22 września 2020

Odczytane znowu... "Szachinszach" Kapuscinskiego. Czyli wybor dla klas maturalnych.


Tym razem we francuskiej wersji językowej, ktora to O DZIWO byla tłumaczona z... angielskiego... 

To opowieść o władzy w Iranie, rewolucji, dynastii Pahlavi, przejęciu władzy przez Chomeiniego. Opowieść napisana na początku lat 1980 wciaz NIC nie straciła na swojej aktualności. 
rewolucje wciaz zaczynaja sie tak samo, ich przyczyny i skutki sa porównywalne... wciaz nie odeszliśmy od stosowania tortur, od chciwości, nadużyć, głupoty zwykłych śmiertelników, odurzenia religia i jej sługami... 

Mijają wieki, dekady, lata... i tylko mniejszość ludzkość mądrzeje. Wiekszosc tkwi w głębokiej ignorancji. 
Znakomite sa strony o szyizmie czy o torturach stosowanych przez Savak. 

Ja jednak siegnelam po te pozycje bo powstał w mojej głowie pewien pomysł...

Oto moje klasy maturalne maja w programie WOS koncept "Demokracji"... i stwierdziłam, ze popracuje nad tym konceptem na tekstach... wybrałam Platona, Arystotelesa, Tocquevila, Karl Popera, Hanne Arendt, Pierre Bourdieu, Marzene Sowe i Kapuscinskiego wlasnie z Szachinszach" i z "Cesarza"... 

Mam nadzieje, ze im sie moj program spodoba... 

 

niedziela, 20 września 2020

Na wszystko mam czas... no prawie... bo za wcześnie wstaje.


Praca nauczyciela ma to do siebie, ze sie wciaz wstaje o swicie. Gdy zaczynam o 8 w liceum oddalonym o 54 kilometry od domu to wstaje o 5:50 by o 6:45 wyjechać z domu i zdazyc. I tak jest od kilku lat choc ja zawsze bylam rannym zwierzątkiem czym dobijałam na przyklad moja kochana chrzestna! 
Czy poniedziałek czy niedziela ja kolo 5 rano mam otwarte oczy... koniec spania. Ostatnio budze sie nawet kolo wpół do piątej po 6,5 godzinach snu, to moja norma... z wiekiem pewnie spie mniej choc na wakacjach spie duzooo dłużej. 

Wciaz mam problemy z zaśnięciem... falowo, wiec jak sie pojawiają to spie po 4 godziny na dobe i ledwo ruszam nogami co w przypadku prowadzenia samochodu w ciemnej nocy, na autostradzie, wymijania tirów i wiezienia ze soba 2 czy 3 innych osob do najbezpieczniejszych nie nalezy, ale nie mam wyjścia. To znaczy mam takie, ze wezmę cos na spanie ale to cos tez zrobi mi z mozg miazgę wiec efekt bedzie zbliżony. Biorę w ostateczności po 4-5 nieprzespanych nocach, tak mi zaleciła lekarka. 

Skutkiem ubocznym powyższego jest... to, ze mam na wszystko czas albo prawie. Ile ja jestem w stanie rzeczy zrobic w ciagu dnia! 
Wczoraj i dzisiaj wstałam o 6 rano pomimo soboty i niedzieli ba wyspałam sie! 
Mam czas na gotowanie i na pisanie, wiele godzin dziennego czytania, na sport, na joge, na prace i na obejrzenie filmu czy innego programu... na gre na pianinie tez ostatnio mam czas. Mam czas dla Antka i dla meza, by zbierać jabłka z teściową czy zaangażować sie gdzies tez... 

Pewnie wynika to tez z osobistej organizacji, ktora to dobijam teraz z koleji moich domowników bo ja jestem "szkola militarna" jak nazywa mnie moj maz. Tak jestem dosc sztywna gdy o organizacje chodzi ale mi to odpowiada... a ze charakter mam wredny to nie lubie, bardzo nie lubie mówienia o braku czasu... jak widze te posty mamusiek, ze to WC nie maja czasu, albo jak ktos mi pisze, ze nie czyta czy nie przeczytał bo nie ma czasu i tym podobne to... dostaje gęsiej skorki ha, ha... 

taka jestem zdeformowana😂 cala ja...

 

Przetwory wczorajsze: przeciery z jabłek, gruszek i gruszki w occie.


Po wtorkowym zbiorze trzeba bylo czesc owoców przetworzyć. I tak wczoraj będąc sama w domu wyprodukowała te oto cudeńka! 
1. Z jablek: mus zmiksowany z cynamonem, jabłka duszone z żurawiną oraz jabłka duszone z rodzynkami. 
2. Z gruszek: gruszki duszone z wanilia
3. Gruszki w occie

Niestety nie znam dokladnie przepisu dziadkowego i tata tez go nie zna ale zrobiłam tak:
na 1,5 kg malych twardych gruszek, gatunek konferencja - obrane i z usuniętymi gniazdami nasiennymi przekrojone na pol,  dalam 7 goździków, laske cynamonu, 1 szklanke cukru i 3 szklanki wody (250 ml). W tym gotowałam gruszki 1 godzine na wolnym ogniu. Następnie je wyjęłam i do wywaru dolałam 300 ml octu białego 10%. Zagotowałam wywar raz jeszcze i zalałam gruszki w sloikach. Denko słoików na spod i odczekać do ostygnięcia. Wyszly mi 3 litrowe słoiki. 

Z musami ... na 1,5 kilograma owoców dalam 100 g cukru trzcinowego ciemnego i dusiłam owoce do miękkości podlewając na początku 6 łyżkami wody by nie przywarły. Dusiłam okolo 20 minut następnie wrzuciłam: laski wanilii przekrojona na pol do gruszek, żurawie, rodzynki do jabłek i cynamon tez do jabłek... dusiłam jeszcze 5 minut i w słoiki. Mus jabłek z cynamonem zastal zmiksowany, w pozostałych zachowałam kawałki owoców. Denko na dol i doczekałam do ostygnięcia. 

Teraz zobaczymy jak sie przechowują... bo oczywiscie poodkładałam nieco do miseczek i wczoraj juz sobie pojadłam i ... ah... pyszności!!!!!! wszystko mi smakuje! Choc moze najbardziej gruszki z laskami wanilii... 



 

sobota, 19 września 2020

Rzygowisko... w polskim radiu...

 Po wielu miesiącach przerwy wlaczylam dzis polskie radio...

https://www.polskieradio.pl/7,Jedynka


Trwa audycja "Kim jest pan Cogito"...


Nie wiem czy da sie kopać jeszcze głębiej w idiotyzmie, w głupich, w pogardzie, w manipulacji, w propagandzie... no powstaje na to sie wyrzygać.


Temat dotyczy podawania środków hormonalnych na zmiana plci i na wkraczanie ideologi LGBT oraz "ideologii TOLERANCJI" do polskich szkol...


Jako specjalistę powołano Waldemara Krysiaka... a kim jest ten typ... blogerem...


Pani psycholog probuje prostować, odwoływać sie do faktów, mowie prawda... brawo pani Piotrowska!!! 


Reszta to potok smieci, płynące pomyje... 


trzymajcie sie jak najdalej... 

wylaczam! 

piątek, 18 września 2020

Historia pewnej SZMATY

Ktora to "chroni" nas przed światowym wirusem Covid 19! 

To kawalek materialu o rozmiarach 15 na 8 centymetrów z dwoma paskami do zaczepienia za uszami. Dostalam tych szmat 4 sztuki od edukacji narodowej. Sa wykonane z bawełny. Nie wiem czy maja jakikolwiek atest? Jak mierzona jest ich przepuszczalność? 
Kazali wziąć to wzięłam. 
Kaza nosic non stop na terenie szkoly: w budynkach, w WC, na korytarzach i miedzy budynkami, na podwórku... to nosze. 
Choc wewnątrz odczuwam ogromna FRUSTRACJE. Te frustracje wrecz wsciekolosc odczuwam juz od lutego... bo nic mi nie pasuje w tej pandemii a jeszcze mniej przemawia do mnie zarządzanie ta pandemia na poziomie Francji. 

Nosze wiec szmatę, przez szmatę oddycha sie nieco lżej niz przez maski chirurgiczne, ale duzo lepiej niz przez maske FFP2. 

Problem w tym, ze na dzien dzisiejszy oprócz siedzenia w domu... SZMATE musze miec WSZEDZIE... na ulicach miasta Rennes, w pracy non stop ba nawet w moim własnym samochodzie jak jade do i z pracy bo woze ludzi, kolegom belfrów bez samochodu i bez prawa jazdy... a jak wiadomo samochod to mala kabinka... a niej 2,3 czy 4 osoby. 

Narazie nie narzekam na zatoki, póki co działają. Ale mam silne bole głowy praktycznie dzien w dzien, wieczorami i musze prac leki przeciwbólowe. Podobno tak stale to ich brac nie mozna... ale pytałam moja lekarka co zrobic gdy boli, spac nie mozna, jesc nie mozna bo organizm przez wiele godzin nie dostał tlenu tyle ile go potrzebował... pani doktor "nie wie". 

Co powoduje u mnie wybuch wscieklosci i to taki, ze chętnie bym kogos pobiła... 

Uczniowie tez nosze maski, czasem od 8 do 18 non stop... i wciaz je zsuwają... bo tez maja zbyt malo tlenu i Szukaja pretekstu by te SZMATY zdjąć... a to wody sie napic, a to wysmarkac sie, a to kichać czy podrapać sie w nos. 

Oprócz nauczania historii i geografii zostałam tez policjantem sanitarnym... gonie i kaze tych co maski zdejmują!!! Ta, tak mam nakładać KARY!!!??? staje sie bestia...

W klasach siedzimy po 36-37 osob. Jeden obok drugiego, ze szmatami jak z kagańcami na gebach. Dotykamy tych samych klamek, stolow, krzeseł, klawiatury komputera ba tych samych podręczników tez - tych nie idzie zdezynfekować... a mam 3 klasy pod rzad i kazda korzysta z klasowych podrecznikow bez dezynfekcji oczywiscie.


Dyrekcja co rusz wprowadza nowe obostrzerzenia nie informując nas o podejrzanych uczniach, czekających na test czy będących na kwarantannie. Codziennie kogo brakuje... powodu znany i nieznany. tajemnica Poliszynela! Oficjalnie NIC a nieoficjalnie to wiadomo... kazdy sobie jakas teorie wyrobi. 

Nie mozna juz pic wody z kranów ani na stołówce - to kolejne obostrzenie, trzeba przynieść swoja wode... i swoje sztućce. 


Nigdy nie przypuszczałam, ze ten kawałek materiału OCHRONI mnie i LUDZKOSC cala przed tym strasznym wirusem... tak twierdzi nasz rzad, prezydent i minister zdrowia oraz dyrektor mojego liceum. 


Ciekawe ile zapłacimy za te kagańce... w wymiarze sanitarnym? psychologicznym? i zwyczajnie ludzkim... ? 

Przestalam wychodzic z domu... przestaje sie usmiechac, przestaje... żyć jako wolny, niezależny człowiek... staje sie zamkniętym w kaganiec poslusznym robocikiem... 


do czasu....
 

środa, 16 września 2020

Zbiór jabłek i gruszek... w ogrodach Orgères, z teściową.


Wczorajszym popołudniem wybrałam sie do Ogrodowa w Orgères wraz z moja teściową. Miałyśmy zaplanowany zbiór jabłek i gruszek. 
Wyprawa byla niezwykle udana bo w godzine kazda z nas zebrała po 6 kilogramów kazdego z owoców i to w dwoch gatunkach. Narazie zatrzymalismy sie na tym etapie choc nie mozna wykluczyć, ze za 2,3 tygodnie pojedziemy znowu. 
Owoce sa biologiczne i ich cena jest średnio 3 razy niższa niz tych sprzedawanych na rynkach czy w sklepach. 
Jak dla mnie sam zbiór, chodzenie po sadzie... jest rajskim przeżyciem! Wciaz sie zastanawiam dlaczego mieszkam w miescie? 
Pytanie retoryczne. 

Tak wiec mam ponad 6 kilogramów gruszek i tyle jabłek. Sa pyszne wiec czesc sie zje ale chce tez przerobić nieco na kompoty francuskie czyli przeciery-desery i myślałam o gruszkach w occie, do miesa, ktore kiedys robil moj dziadek... 




wtorek, 15 września 2020

Wiecie jakiego mam fajnego TESCIA?!


Mam bardzo fajnego teścia! Tak trzeba o tym napisac. Zazwyczaj sie skarżyłam na teściów, ze sa tacy czy owacy, ze w tej i w tej kwestii sie posprzeczaliśmy, ze nie moge ich znieść! I fakt, sa takie sytuacje, ze nie moge ich znieść! Na przyklad, gdy moj tesc prowadzi samochod to cieżko jest to wytrzymać... 

Ale z drugiej strony moj tesc jest tez super teściem! 

W ostatnia niedziele przyjechał po nas bo mielismy obiad u ciotki Nicole, chrzestnej mojego beza ale jak zwykle winda samochodowa by wyjechać z garażu nie działała, wiec nie mogliśmy sie ruszyc. Przyjechał, zawizol nas, odwiózł nas. I wieczorem o 20 wróciliśmy do domu a on nam jeszcze polki w szafie zainstalował! Pracował cala godzine, wywiercił dziury, przyciął deski, wkręcił, zainstalował... tak, ze mam teraz eleganckie dwie nowe polki w szafie nad pralka. 
A moj tesc ma juz 76 lat... i nie narzeka, chce mu sie! 

Gdy skończył robote zrobiłam mu cieple zioła i dalam mu troche świeżych fig kupionych w sobota na rynku bo wiem, ze on figi świeże uwielbia a teściowa nie kupuje. 
Stéphane zapytał go jakie pieniądze oddac za te deski na polki, ktore nam kupil itd. Nic nie chciał. 

W ogole od czasu jak zamieszkaliśmy blisko to ja moich teściów nie poznaje! Wciaz nam cos robie, kupuje, szykuja. W niedziele dostaliśmy 1 kilogram miodu bo kupili 5 kilogramów u pszczelarza i chcieli nam dac. ba tarte słona na kolacje niedzielna teściowa zrobila i mi dala, ot tak... 

Przypominają mi sie nasze stare relacje, z początku mojej znajomosci ze Stéphane, gdy mieszkaliśmy tutaj w Rennes... bylo podobnie, później sie popsuło, później sie tylko tolerowaliśmy. Teraz na stare lata powrot  rodzinnej miłości. 
I bardzo to sobie chwale, doceniam!!!!

dzis popołudniu jak naraz bedzie działał to pojadę zbierać jabłka z teściową na ferme...

 

poniedziałek, 14 września 2020

O tym jak nie dalam z siebie zrobic PIONKA.


Sobotnim popołudniem otworzyłam dziennik elektroniczny by zaplanować sobie lekcje na ten tydzien. Jakiez bylo moje zdziwienie, gdy sie okazało, ze zmieniono mi plan lekcji nie informując mnie o tym. 
Ba ja o żadna zmiana nie prosiłam, o żadnej zmiana mnie tez nie proszono. Po prostu arbitralna decyzja administracji. 

A ze mam charakter WREDNY... to sie wkurzyłam i to w kilka sekund. Wyslalam dwa maile, calkiem nieprzyjemne do dyrektora placówki i jego zastępcy, w których wyraźnie podkreśliłam, ze:
- sie nie zgadzam
- ze jestem zszokowana ich brakiem savoir vivre - dokladnie napisałam, ze jak widac savoir vivre ich nie dusi... po francusku...
- i ze zadam przywrócenia starego planu bo jesli nie to pojde z ta sprawa wyzej, do kuratorium.

Czyli pojechałam "po bandzie", ostro, stanowczo i zdecydowanie, nazywając rzeczy po imieniu. 

Przez weekend nikt mi nie odpowiedział. 

Dzis pojechałam rano do liceum. W pokoju nauczycielskim LAMENT bo jak sie okazało nie mnie jednej zmieniono plan i nie powiadomiono itd... 
Zapytalam lamentujących kolegow co zrobili czy co zrobie z tym faktem?
Uzyskalam AGRESYWNE odpowiedzi, ze przeciez nic sie nie da zrobic, ze jest jak jest i musimy zaakceptować. 

Przeprowadziłam moje lekcje, do godziny 11, po czym ruszyłam do gabinetu dyrektora. 
Zapukalam i weszlam. Rozmowa jak sie okazalo byla... WIELCE PRZYJEMNA, ba PRZEPROSINY dostalam... i powrot do starego planu lekcji. 

Nie wiem czy zawsze, ale czasami wredota wrodzona pomaga. 
Jak sobie przypomnę ubiegły rok i ten felerny początek w gimnazjum-poprawczaku... i te moje maile, listy, rozmowy i to ze udalo mi sie opuścić to gimnazjum-poprawczak po 6 tygodniach... hm... utwierdzam sie w przekonaniu, ze tylko walcząc o swoje i nie dając sie traktować jak pionek na szachownicy mozna ewentualnie, od czasu do czasu cos wskórać. 

W kazdym razie czuje sie zdecydowanie LEPIEJ  działając niz tylko sie skarżąc badz płacząc w pokoju nauczycielskim.
Jestem sama z siebie dumna. Znaczy ... starzeje sie!

 

sobota, 12 września 2020

Zachwycona dojrzaloscia Antka...


Nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni pewnie... 
Po genialnych dniach w szkole przyszedł weekend. Antek wstal o 8 dzisiaj, na codzień wstaje o 7 i po śniadaniu zabral sie za prace. W tym czasie my poszliśmy na rynek po cotygodniowe zakupy... wracamy a w domu cisza... Dziecko moje pogrążone w swoim pokoju. 

Spogladam na jego biurko a w jego kalendarzu rozpiska dokładna co dzisiaj co jutro i od ktorej godziny do ktorej godziny. 
Antek caly zadowolony mowi mi, ze ma swej plan, ze dokladnie wie co i jak i co ma zrobic. 

Kilka minut przed południem poszedł tez na pierwsza probe choru. Wrócił o 13: 40 i znowu ZACHWYCONY... a ze cudnie, genialnie, ze jak mu dobrze, ze znowu śpiewa, ze jaki wysoki poziom, ze jutro ma solowke na mszy w katedrze itd... 
Zjadl, chwile odpoczął i znowu pracuje. 

I tak sobie mysle w jakiej kapuście ja go znalazłam? 
Czytam ostatnio sporo na polskojęzycznych forach maminych, nie tylko czytam, duzo tez tam komentuje ( nie, nie nudzi mi sie, zbieram materiały do nowo pisanej powieści) i... 
- wiekszosc kobiet miala straszny porod
- wiekszosc ledwo zyje ze zmęczenia
- u wiekszosci dzieci nie chca spac, spia z rodzicami do 3, a nawet 7 roku zycia w jednym lozku!!!! sic!!!! trzeba je usypiać, lulac ba jedna mama napisala mi, ze co noc jej maz i synek bawia sie od 2 do 5 nad ranem bo tata nie chce by dziecko płakało!!!! sic!!!!
- wiekszosc jest niejadkami, grymasi, marudzi bo tak ma... wody nie pije bo jest beee... musi byc cos słodkiego...
- u starszych same problemy z ekranami...

I jakis inny egzemplarz mam w domu. W tym wypadku wiekszosc tych mam pisze mi, ze to nie moja zasługa tylko tak mi sie trafiło!
No trafilo... chodziłam po polu kapusty i znalazłam takiego jednego rodzynka... 
ha, ha, ha... 
Bezmyslnosc i głupota przerażają najbardziej... tu nie chodzi o traf albo o szczęście a o WYCHOWANIE... 
Az tyle i tylko tyle. 
Trzeba nauczyć spac by spalo, nauczyć jesc by nie bylo otyle i by bylo zdrowe, nauczyć sie uczyc by cieszyło sie szkola a nie płakało jak tam idzie, nauczyć cieszyć sie życiem, sportami, kinem, teatrem, opera, podróżami, muzeami, książkami a nie tylko... ekranem telefonu czy telewizora... 
Tak tego wszystkiego trzeba nauczyć. 
Nie mowie, ze udalo mi sie to, nam sie to udalo i, ze sprawa jest załatwiona... ale mowie, ze wciaz sie staramy. I cieszymy z tych efektów jakie mamy. 

Sobota mija wiec pracowicie. 
Na obiad pyszne naleśniki z maki gryczanej z łososiem i wodorostami...

 I tak sie to kreci...



 

piątek, 11 września 2020

Chleba naszego powszedniego... kilka slow o chlebie.


Ktoz nie lubi chleba? Nie znam takich osob. I trzeba przyznam, ze we Francji mamy chlebowy RAJ! Tyle gatunków, tyle roznych mak, tyle specjalności regionalnych. Tak Francja to nie tylko nieśmiertelna bagietka z białej maki ale tez cala, ogromna roznorodnosc. 
W Bretanii odkryłam nowa bagietkę, te wypiekana na zakwasie z maki gryczanej! Gryka Bretania słynie. Z gryki robi sie naleśniki galettes i wypieka chleb. 

Mam to szczęście, ze w centrum miasta, w 5 minut od domu mam 2 piekarnie Thierry Bouvier, znakomitego piekarza i ciastkarza. W sobotni poranek mam tez rynek Lices a na nim pelno sprzedawców chlebów wypiekanych w starych piecach z kamienia, na drewnie... z takiej czy takiej maki w takiej czy innej formie. 

Gdy pracuje kupuje chleb 1 raz w tygodniu, porcjuję i zamrażam bo nie mam czasu na codzienne latanie. Na wakacjach pozwalam sobie na luksus codziennego chodzenia do piekarni. 

Ciekawa jestem ile jecie chleba w tygodniu i jakiego? 
U nas króluje chleb ekologiczny, zawsze na zakwasie po dlugiej fermentacji. Jemy go codziennie na sniadanie kazdy po 2,3 kromki i po pol kromki wieczorami do serów. Czyli w tygodniu kupuje jakies 2 kilogramy chleba na nasza 3 osobowa rodzine. To koszt od 10 do 16 euros za te 2 kilogramy w zależności od wybranych gatunków. 
dzis do serów bagietka z gryki...

Ps: Wczoraj na szkolnej stołówce jadłam obiad... a tam chleb tylko biały, przemysłowy... bez zakwasu oczywiscie, typowa fabryczna wata... na taki nawet nie patrze!

 

poniedziałek, 7 września 2020

Jaki masz rodzaj pamięci? Jaki jest twoja profil uczącego sie? Jak myślisz?... czyli co juz zrobiłam z moimi nowymi uczniami...


W liceum, w ktorym ucze w tym roku mam 3 klasy maturalne i pierwsza klasa liceum czyli Seconde po francusku. Razem ponad 140 nowych uczniow. 
Za kazdym razem rozpoczynam moj rok szkolny od POZNAWANIA moich uczniow. Nie, nie rzucam sie na program by jak najszybciej go zrealizować. 
Poznaje moich uczniow, rozmawiam z nimi, pytam kazdego czy lubi czy nie lubi : historie-geografie, wos, dociekam dlaczego... następnie prosze ich o osobista refleksje wokol konceptów historii i geografii, czytam je wszystkie i komentuje, zazwyczaj zadając im kilka pytam by posunęli sie w swojej refleksji o krok dalej...

Następnie robie im testy na rodzaj pamięci i na ich profil uczącego sie. Wszystko to komentujemy, omawiamy. Staram sie dac im kilka rad, podkreślić ich mocne i słabe strony, to co moga wykorzystać i to z czym beda musieli sie zmierzyć. Zajmuje to kilka godzin lekcyjnych ale ta praca zwraca sie TYSIACKROTNIE w ciagu roku szkolnego dla mnie a dla nich pewnie przez kilka lat ich zycia. 

W klasach maturalnych wracam do metod... omawiam wszystkie po koleji: analiza dokumentów, pytanie sproblematyzowane, język kartografii, rozprawka itd... 
I dopiero po tym wszystkim... rozpocznę lekcje z programu. 

Lubie moich uczniow, wiekszosc z nich...
Z moja pierwsza klasa liceum, w ktorej uczniowie pochodza z roznych gimnazjów musze zrobic test diagnostyczny z wiedzy merytorycznej... niestety. Jest to konieczne by zaadoptować dalej sposob i tempo nauczania, ktore wprowadze. Test nie na oceny bynajmniej a o charakterze poznawczym. 

I tak sie kreci ten moj początek roku szkolnego... a wasz? 

ps. Antek wraca wczoraj ze szkoly. Pytam jak bylo "Mama tam jest genialnie"... i zaczyna opowiada, ze ten profesor to a tamten to i taka metoda i taka... ja tez sie wciaz ucze, w tym od Antka i jego belfrow!



 

3 nauczycieli juz na zwolnieniach lekarskich w moim liceum.

Troche szybko... zaledwie po tygodniu... Niestety z tego co mowie koledzy grzybica od noszenia maseczki oraz silne bole głowy tez od noszenia maseczki i braku powietrza zrobily swoje. 
Mnie tez przyznam szczerze głowa bolała przez 5 dni w ubiegłym tygodniu, gdy zazwyczaj nie boli mnie nigdy... Szczegolnie wieczorami, po pracy. 
Jedna kolezanka, nauczycielka mówiła, ze po 7 godzinach lekcji w masce nie mogla prowadzi samochodu by wrócić do domu taki bol głowy ja chwycił... jak w koncu z tej szkoly wyszła...

Jest cieżko pod tym względem, nawet bardzo. 

 

niedziela, 6 września 2020

iPad czyli tablet w szkole Antka. I jego mama w niedzielno-porannej pozie przed komputerem... ha, ha


Chciałam wam dzisiaj napisac kilka slow o wykorzystaniu technologii we francuskich szkołach. Jak i w wielu dziedzinach i tutaj roznica miedzy szkołami publicznymi, w których uczyłam i ucze oraz tymi prywatnymi, katolicki na kontrakcie z państwem, do których uczęszcza moj syn jest spora. 
Ilosc komputerów, dostęp do nich, ilość oprogramowań itd... to wszystko, jak do tej pory, bylo wykorzystane w znacznie większym stopniu w szkołach Antka. 

Tak jest i w tym roku. I międzynarodowa sekcja amerykańska, do ktorej Antek zastal przyjęty, nie czyni tutaj różnicy, gdyz WSZYSCY uczniowie, niezależnie od sekcji dostali w pierwszym dniu roku szkolnego nowe tablety. Te tablety zawierają przede wszystkim wszystkie podręczniki szkolne. Dzieci nie musza wiec ich nosic. Na iPadzie zapisano takie kilka podstawowych programów, w tym Zoom w razie konieczności zdalnej nauki itd. Antek musi codziennie wiec miec ze soba iPad naładowany do 100%, gdyz nie ma możliwości załadowania go w szkole - by uniknąć rozgardiaszu. 3 krotne zapomnienie oznacza usuniecie ucznia ze szkoly. 
Funkcje mediów społecznościowych zostały zablokowane by uniknąć "nieprawidłowego" używania tabletów. 

My rodzice ponosimy oczywiscie koszt tego wyposażenia... 12 euros na miesiąc w ciagu 10 miesiecy roku wiec 120 euros rocznie. Po roku lub po 2 latach mozna kupic tablet ze 100 euros zniżki po roku i 200 euros po 2 latach wiedzac, ze cena wyjściowa to 450 euros. 

W szkołach publicznych mam sale informatyczne wyposażone w komputery marki Asus najczęściej, zdarzają sie mobilne klasy wyposażone w laptopy. Trzeba i sale i klasy rezerwować z dużym wyprzedzeniem bo sa zazwyczaj pojedyncze na 1500-2000 uczniow. W ciagu mojej 7-mio letniej kariery nauczycielskiej udalo mi sie zarezerwować taka sale czy klasy 3 RAZY... zazwyczaj mi sie nie udaje... 
Taka wiec ta roznica...

Tymczasem po wstaniu dzis o 6 rano, jodze, śniadaniu itd... pisze sobie nadal choc nie za chwile idziemy na msze do katedry... tak wiec w pozie sprzed komputera niedzielnie pozdrawiam!😁



 

piątek, 4 września 2020

1-szy tydzien szkoly za nami... zostalo 5 do jesiennych wakacji.


Neo-byzantyjska kaplica w antkowej nowej szkole. 

Pierwszy tydzien szkoly dobiega konca. ja skończyłam w południe, ale czekam na Antka, ktory kolo 17 powinien wrócić. Zjemy razem podwieczorek! Juz nie moge sie doczekać!
Wieczorem Antek ma trening ping ponga od 19 do 21. Ja pocwicze, zrobie kolacje. Dom wysprzątany, kwiaty i chleb na następny tydzien kupione. Jutro rynek i mam nadzieje spotkanie w polskim gronie w Polonii. Popołudniem relaks w ogrodzie teściów, na wsi. 

Ten tydzien choc napiety i pracowity mial mi dobrze. Antek jest wrecz zachwycony i nowa szkola i nowymi kolegami i wyzwaniami, ktore przed nim stoja. 

Czas efektywny i bogaty w wydarzenia i emocje. 
Cdn. 



 

środa, 2 września 2020

Plan lekcji Antka. Czyli o tym jak bardzo sa obciążeni uczniowie we Francji.


Antek rozpoczął z radością nowy rok szkolny w nowym liceum i w klasie z międzynarodową matura amerykańska juz w ubiegły poniedziałek. 
Dzis po powrocie z pracy spojrzałam jak co roku na jego plan lekcji. 

Czesto słyszę, szczegolnie z polskiej strony, ile mu tutaj we Francji mamy wakacji, jak to nam dobrze itd. Nie wchodze jednak w żadna polemikę bo szkoda mi na nia czasu, żyjąc tutaj od 28 lat swoje wiem, ze sie tak po swojsku wyraze.

Antka plan, Pierwsza klasa liceum, 15 lat wyglada tak:

Poniedzialek 8h - 17h40, godzinna przerwa na obiad. 
Wtorek 8-17h40 i 1h20 minut na obiad
Sroda 8-12h35
Czwartek 8 - 17h40 i godzinna przerwa na obiad
Piatek 8-16h40 i godzina na obiad. 

Razem 34 godziny lekcyjne po 55 minut kazda. 
Ja pracuje 15... przed uczniami i duzo wiecej poza zasięgiem ich wzroku, ale mysle, ze moj syn, 15 letni pracuje DUZOOO wiecej niz ja i niz wiekszosc dorosłych. 

Pamietam moje lata liceum w poznańskiej 2-jce... chodziło sie na 8 a kończyło o 13h30 albo 14h20... takie mielismy szczęście wtedy. Dzis czasy sie zmienily pewnie. 

Wiec wakacje co 6-7 tygodni to konieczność do przeżycia no chyba, ze ktos zaznali sowieckiego lagru i mam inne zdanie. Pozdrawiam środowo.