Od lat zdziwia mnie francuski stosunek do smierci, do odchodzenia a co sie z tym wiaze do osob starszych i do Cmentarzy. Z jednej bowiem strony mamy tutaj kult mlodosci: szczuplego i sprawnego ciala, estetyki cielesnej, ktora znajduje swoje dwa główne ujścia w modzie i w kosmetyce a z drugiej doskonała medycynę, afiszowany szacunek do praw człowieka w tym człowieka starszego. Na codzień jednak i szczegolnie w "mojej" francuskiej rodzinie obserwuje jednak cos innego.
Od dwóch dni jesteśmy u moich tesciow w Bretanii. Wczoraj objechaliśmy rodzinne cmentarze. Objechaliśmy je tylko my czyli ja, moj maz i moj syn gdyz od lat moi teściowie unikają i odmawiają wizyty na grobach ich własnych rodziców. Po zmarłych ojcach, matce, szwagrze w ich domu nie pozostał żaden ślad. Ńie ma zdjeć, nie ma slow, nie ma pamięci, nie ma modlitwy, mszy, nie ma nawet corocznej pielgrzymki na cmentarz. Gdy pytamy o powody... Bardzo sie denerwują. Nie należy o nich mowić. Cmentarze sa straszydlami.
Wczoraj bowiem była tutaj jeszcze Antkowi kuzynka Apolline, lat 5, ktora półtora roku temu straciła swoją babcie, matkę mojej szwagierki... Ale tutaj tez panuje cisza. Babcia ta bowiem nie ma grobu, prochy jej zostały rozsypane na łączce pamięci, zdjecia usunięte z domów i z albumów, modlitwa zapomniana, slow o niej nie należy wymawiać bo sie czegoś jej bliscy boja. Tylko czego?
Zaproponowaliśmy wczoraj zabranie małej z nami na cmentarze i dalej do babci mojego męża, ktora ma 91 lat... Zrobiono nam awanturę! Bo absolutnie nie wolno! Nie wolno jej cmentarzy pokazywać, lepiej, podobno by nie znała tych miejsc. Nie wolno jej do babci zabierać bo babcia a jej prababcia jest za stara, za brzydka, śmierdzi... Wiec straszy.
Nie będę pisała jak głęboko nieludzkie sa dla mnie te zachowania. To jest oczywiste, jasne, logiczne. Od lat próbuje je zrozumieć ale nie potrafię.
Tak my jeździmy na cmentarze, kupujemy kwiaty i ustawiamy je na grobach dziadków, pradziadków, wujków. Tak, my modlimy sie za tych, którzy odeszli. Tak odwiedzamy starsze, schorowane i śmierdzące babcie, kupujemy im jeszcze kwiaty i słodycze a wczoraj nawet chleb bo nikt z najbliższych sie nie pofatygował. Tak wysłuchujemy płaczu starszych o ich samotności, opuszczeniu, braku kontaktu, zainteresowania, miłości.
Gdy wracamy do domu tesciow, tego bogatego domu i opowiadamy im o tym, mówimy, prosimy czasami... Patrzą na nas kamienne, czasem wykrzywione twarze i zaczyna sie syk... Pretensji, wypominania: " byłem, dzwoniłem, ńie otworzyła mi drzwi" , " niech sama sobie posprząta", " ona nigdy nie jest zadowolona", " cmentarz? A kto by miał czas tam jeździć?", " cmentarz? Dzisiaj młodzi maja ważniejsze sprawy na głowie!", " cmentarz, to nas deprymuje a my nie chcemy byc zdeprymowani"....
Tak to wokol mnie wyglada....
piątek, 30 października 2015
sobota, 24 października 2015
Urodzinowo, bilansowo, z przymrużeniem oka…
Bo jakże dziś inaczej ?
Dzień zaczął mi się pięknie od pobudki synkowej z radosnym
śpiewem « Joyeux anniversaire maman». Cudowne śniadanie… i nagłe
przyśpieszenie !
Bo o 9h15, jak pierwsza, zadzowniła z życzeniami Francesca…
to sobie pogadałyśmy a że jej urodziny są już jutro to nastąpi cd… Tyle, że
rozmawiając z nią musiałam pokryc tort polewą bo by nie zdążył zastygnąć a o
10h30 mialam być u Caroline, mojej fryzjerki na darmowym, urodzinowym czesaniu !
Tak, tak takie to prezenta się w życiu trafiają.
I wszystko zdążyłam ! Tort piękny i przepyszny, fryzura
ekstra, róża od fryzjerki piękna… domownicy w formie ! Obiadek pyszny zjedliśmy i zaraz po nim Tort…
eh poezja !
Od moich
panów dostałam prezentów… podkład od Lancôme, Serum od Vichy , maskę do włosów różaną od Khiels…
rozpieścili mnie a ja kosmetyki uwielbiam. Na tym prezentów nie koniec bo
wieczorem dziś niespodzianka – kolacja w jakiejś eleganckiej restauracji, ale
jeszcze nie wiem jakiej… wiem tylko tyle, że mam się ubrać i wyglądać. Robi
się!
Po obiadku
rejs do mediateki w Pessac
a tam… polskie książki i filmy… to napożyczałam. Przed kilkoma minutami
dowiedziałam się, że właśnie polski sklep został otwarty w Bordeaux ! Youppi!!! A w południe dowiedziałam
się, że mój syn, jak szansy nie zmarnuje, ma niezwykłą perpsektywę przed sobą
choć za wcześnie by o tym mówić!
Jednym
słowem miło jest a nawet bardzo…
A co świętujemy?
Urodzinki, lekko po 40-stkowe. Ja coprawda czuję się na 30 no może 33 ale
metryka wskazuje coś innego. Sekrety? Tajemnice?
Jest ich
kilka…
-
pracować,
pracować, pracować – to mnie napędza, daje siłę, energię i uwielbiam moją i moje
prace!
-
Robić
to co się lubi, jak najczęściej się da! Czyli jak dla mnie… pisać… gotować…
piec… gadać… zwiedzać i podróżować… I jeszcze wiele, wiele…
-
Zdrowo
żyć – ale bez przesady! Torty jeść od czasu do czasu i tłuste kaczki też. Jednak
zbilansowana dieta na codzień, sport co 2 dni minimum, dobrzy lekarze i regularny
odpoczynek, medytacje kilka razy w tygodniu – to wszystko jest ważne…
-
Zmarszczkom
zapobiegać… jak narazie sprawdza się mój sposób… serum w kuracjach 5 razy w
roku… na wieczór stężony kwas hialuronowy, na rano krem z czystą witaminą C…
dobre kosmetyki apteczne, brak słońca bezpośrednio na twarz, zawsze krem 50 UVA
i UVB cały rok, pod podkład… Sen 8 h na dobę.
-
Ubierać
się jak… nastolatka czasami… z Conversów wyskoczyć wciąż nie mogę!
-
Nigdy
nie mówić, że coś jest nie dla mnie, że nie spróbuję, że za stara jestem… ja
tam wszystkiego próbuję… I nart i paralotni, I nurkowania…
A przede
wszystkim to… KOCHAC… ludzi wokol, rodzine i obcych… dawać…
Do retuszu:
-
mój
przesadzony stres z września – całkiem do poprawki!
-
I
ogólne, ciągłe zamartwianie się o wszystko… o syna, męża… czyli więcej
dystansu, dystansuuuuu….
piątek, 23 października 2015
Krótko dzisiaj…
Pobudka koło 7… ja tak zawsze, nawet podczas wakacji…
Jogging 4 km
około i gimnastyka z Ewą Chodakowską dziś Skalpel ! Śniadanie z moją
domową granolą… kąpiel w pianie !
Lekcje z Antkiem na poniedziałek powakacyjny odrobione !
Angielski z nim zrobiony jak codzień bo mamy świetny program. I teraz chwila na
blogach… przed poprawianiem książki i pieczeniem TORTU na moje jutrzejsze
urodziny. Trudne zadanie sobie wyznaczyłam więc… będę piec równe 2 dni i jak
wyjdzie to pokażę.
Przepis pochodzi od słynnego domu Lenôtre.
Antek chce piec ze mną… będzie się działo pod wieczór.
A jutro
kolacja niespodzianka od męża i syna… Wiem tylko tyle, że mam się elegancko
ubrać i wieczór zarezerwować.
Miłego
dnia!
czwartek, 22 października 2015
Antek i Tadeus
Nie, nie ma błędu ! Tadeus to niemiecka wersja naszego imienia Tadeusz. A skoro Tadeus ma
ojca Niemca to i ma niemieckie imię.
Dziś
gościmy go w naszym domu! Tadeus i Antoni znają się od kołyski. Chodzili bowiem do tej samej niani jak mieli trochę
ponad roczek, do Lenore. U niej razem się bawili, spali i jedli. Później przez
kilka lat spotykali się prawie codziennie w parku obok domu – Jardin Public i w
naszych domach. Ale półtora roku temu mama Tadeusa dostała pracę we francuskim
liceum we Frankfurcie i od tego czasu mieszkają w Niemczech.
Tadeus ma
10 lat jak Antek ale jest o głowę od mojego syna wyższy. Biegle mówi w dwóch
językach choć uczęszcza do francuskiej szkoły. Świetnie gra na gitarze… I słuchaliśmy
dziś rano jego koncertu. Jednym słowem chłopcy odnaleźli się z radością po
kilkunastu miesiącach niewidzenia. Wariują w pokoju bo za oknem dziś deszcz.
Popołudniu zabieram ich na tenis.
Na obiad
smakołyki… Hachi Parmentier z kaczką, francuskie ślimaki z jabłkami, I cały
kilogram cukierków!
Cieszę się,
że Tadeus jest u nas…
środa, 21 października 2015
I po problemie…
Odebrałam
syna śpiewającego i w podskokach. A wczoraj był taki dramat. Tak to z Antkiem
bywa, że problemy szybko znajdują pozytywne rozwiązanie. Nie ulega jednak
wątpliwości, że syn mój będzie jeszcze doroślał i dojrzewał a co za tym idzie
zderzał się z niezawsze przyjemnymi sytuacjami.
Dziś czekał
już na nas w towarzystwie innych chłopców, panów i dyrygenta… z idealnie
spakowaną walizką. Był radosny, uśmiechnięty i jakoś dziwnie nie ciągnęło go do
domu bo grał z kolegami na murku.
W
samochodzie opowiedział nam, że w niedzielę późno wieczorem była jeszcze próba.
W poniedziałek było rzekomo super bo przed koncertem dyrygent zrobił im
niespodziankę i pojechali na kręgielnię! Grali przez drobną godzinę by się, jak
twierdził szef, zrelaksować przed wielkim wydarzeniem. Antek twierdził, że
chórzyści byli super zadowoleni i szczęśliwi. Wczoraj też podobno było super… bo na merostwie w Bordeaux
przyjęto ich z wielką pompą i z koktajlem – to się objedli… a wieczorem na
kolację była pasta Carbonara a po niej dyskoteka zwana we Francji “boom”…
tańce, cukierki, napoje… hulanki.
Antoś
przyznał też, że on ma na pieńku bo nie daje sobie w kaszę dmuchać dużym… dziś
rano grali w piłkę, duzi chceli ją zabrać… Antek ich zwyzywał i piłki nie dał…
Stąd pewnie jego problemy. Bo jak twierdzi młodzi koledzy jego nie buntują się
tylko siedzą cicho a on taki waleczny!
Jakby nie
było Antek twierdzi, że chce być dobry i miły, ale w obliczu nieustających
słownych ataków i wulgaryzmów się nie da. Tak, tak, nawet w kościelnym chórze
takie zajścia są kilkanaście razy na porządku dziennym.
Gérard
zapewnił nas jednak, że Antoś cudnie się wczoraj wieczorem bawił. Dyrygent
śmiał się, że Antek tak cudownie śpiewa, że on na niego liczy… I proszę…
Od powrotu
do domu mamy koncert na żywo… Antek chodzi i wciąż śpiewa!
Problemy z Antkiem… Koncerty w Bordeaux i zwyczajne dni.
Problemy

Chory chlopiece przed ratuszem (merostwem) w Bordeaux - wczoraj mieli uroczyste przyjecie.
To się działo ! W poniedziałek wieczorem chóry
chłopięce zgromadzone w Bordeaux dały znakomity koncert, który trwał ponad 2
godziny. Katedra jak widać na zdjęciach była pełna…

W katedrze Swietego Andrzeja

Antek w pelnej akcji, poniedzialkowy koncert.

Chory chlopiece przed ratuszem (merostwem) w Bordeaux - wczoraj mieli uroczyste przyjecie.
-
więcej
zdjęć w linkach, na mojej stronie Facebook
Program
znakomity i mali
śpiewacy spisali się na medal.
Wczoraj
zjazd chórów zakończył się uroczystą mszą, celebrowaną w katedrze przez
kardynała Ricard. Było podniośle. Śpiew wyjątkowo wzruszający. Tylko mieliśmy
pewien problem… Otóż wychodząc przez nawę centralną z katedry Antek dobiegł do
nas i poprosił o przyjście do sakrystii. Przebiliśmy się przez ponad 250
śpiewaków, dostojników kościelnych, dyrygentów i… Antek w ryk. Płakał, cały się
trząsł bo jego najlepszy kolega wracał już wczoraj do domu a my odbieramy go
dziś o 14h. Więc on też chciał wracać. Był rozżalony ba nawet wściekły. My w
stresie. Ja go uspokajam. Mąż mój rozmawia z dyrygentem, z dorosłymi panama,
którzy też się chłopaczkami zajmują. Wszyscy mówią, że Antek wcią się chichra,
bawi… ba został nawet ukarany za pewien wybryk śmiechowy. A przed sobą mieliśmy
syna w pełnej rozpaczy. Komu wierzyć?
Dyrygent
spokojnie porozmawiał z Antosiem. I postawił go przed wyborem: albo jedzie do
domu albo kontynuuje z chórem. Każda z decyzji oczywiście wiązała się z
konsekwencjami. Antek zaczął się powoli uśmiechać. Ale trwało to krótko.
Stwierdziliśmy z mężem, że ma jechać dalej z chórem, że skoro się zobowiązał to
do końca, że ciamcianie nie ma sensu. On znowu w ryk…
Ale Gérard,
pan śpiewak z chóru, wziął go pod swoje skrzydła i wyprowadził do autobusu…
Serce mi
się krajało… czułam się z jednej strony jak niegodziwa matka z drugiej jak
silna i odpowiedzialna matka, która stawia na samodzielność i odpowiedzialność
dziecka. Byłam rozdarta. Ale co tam ja?! Najważniejszy jest przecież Antek!
Nie wiem w
jakim stanie go dzisiaj odbiorę? Nie wiem czy za kilka godzin, dni lat, nie
powie mi mój syn, że go skrzywidziłam bo kazałam dokończyć staż z chórem? Nie
wiem… a jednak czuję, że postąpiliśmy słusznie choć nie jest to ani
najłatwiejsze ani najprostsze rozwiązanie…
Uff….

W katedrze Swietego Andrzeja

Antek w pelnej akcji, poniedzialkowy koncert.
Wczoraj spędziłam 3 h u fryzjera… miło było a z okazji moich urodzin w sobotę mam darmowe czesanie… hi, hi, hi. Potem wizyta u terapeutki od medytacji, szybki obiad, zakupy na dłuższy okres, praca nad lekcjami i ta msza…
A dziś zaczęlam dzień o 7h rano… śniadanie, Gimnastyka z Ewą Chodakowską Skalpel 2, porządki z firnakami w tle i teraz praca przed obiadem i odebraniem Antosia…
poniedziałek, 19 października 2015
Po sportowym week-endzie, gospodarczo-koncertowy poniedziałek.
Sobota i niedziela
minęły błyskawicznie! W sobotni poranek jogging rodzinny i antkowe
konserwatorium. W sobotnie popołudnie Antka turniej tenisowy. W niedzielę
wstaliśmy o 7h30 bo o 8h20 wyruszaliśmy już na turniej golfowy a drogi było
lekko ponad jedną godzinę. Lało jak z cebra. Było szaro i ponuro ale drugiej
części departamentalnego turnieju młodych golfistów nie odwołano.
Antoś więc
grał całe 18 dołków pod ulewnym desczem przez 5 godzin. Gdy skończył miał suche
tylko majtki i to pomimo specjalnego ubioru na deszcz. Dałam mu gorący prysznic
w Club House, przebrałam go i mógł w końcu zjeść obiad choć było już dobrze po
godzinie 15. Ale czekaliśmy na rozdanie medali i nagród oraz oficjalne wyniki. Antek
nie zagrał najlepiej. Zagrał zgodnie ze swoim indeksem ani mniej ani więcej ale
w takich warunkach pogodowych ja i tak uważam to za wyczyn. Tym samym
zakwalifkował się do rundy między-departamentalnej na 4 marca. Był bardzo z
siebie zadowolony. A my tylko dumni.
Wracając
wczoraj z turnieju odstawiliśmy go bezpośrednio do La Brède bo tam trwa od
soboty narodowy zjazd chórów chłopięcych i antkowy chór ma tam swój staż. Do
domu wróciliśmy już we dwójkę.
Dziś od
rana, korzystając z moich dwutygodniowych jesiennych wakacji ruszyłam z robotą…
-
umyłam
wszystkie okna, okiennice i parapety
-
wyrzuciłam
wszystkie badylowate pelargonie, umyłam donice i doniczki z każdego okna oraz
sprzed domu
-
wysprzątałam
cały dom
-
dodalam
jeszcze dwie pralki pościeli i ręczników
-
ale
też i trzecią gdyż wyprałam wszystkie firanki
Pozostały
podłogi ale to obowiązek mojego męża więc zrobi jutro jak przyjedzie z rozmów
pracowych… Zjadłam obiadek i zasiadłam do innej pracy-przygotowywanie lekcji
dla ostatnich klas gimnazjum.
Koło 17h
spędzę godzinę na przygotowywaniu mojego kolejnego konkursu czyli zdawaniu w
styczniu historii, geografii i wosu po rosyjsku. Później wyprasuje wszystkie
firanki oraz ubrania z ubiegłego tygodnia czyli 2 pralki. A na 20h30 pojadę na
koncert do katedry… Antek śpiewa ze swoim chórem jak i z chórami z Paryża,
Narbonny, Mulhouse , Lyon, Toulouse i jeszcze kilkoma innymi… Myślę, że to będzie wyjątkowy moment…
Pozdrawiam
pracowicie i poniedziałkowo.
Ps: I wykonalam moja gimnastyke. dzis Ekstra Figura z Ewa Chodakowska
sobota, 17 października 2015
Wakacje i zapisy do GIMNAZJUM.
Od
wczorajszego wieczoru mamy wakacje! Uf, nareszcie! Po
7 tygodniach wytężonej pracy szkolnej chwila oddechu przed ciężkim okresem
zimowym. 2 tygodnie laby… no tylko częsciowej laby bo Antek i trenuje trochę
również w wakacje i ma zadania domowe oraz staż chóralny i serię koncertów. Ale
to w pierwszym tygodniu. W drugim ruszymy do Bretanii. Ja też pracuję w
pierwszym tygodniu… lekcje do przygotowania, książka na ukończeniu, prace
domowo-gospodarcze, zakup samochodu… mam co robić.
W ubiegłym
tygodniu jednak, mieliśmy spotkanie z panią dyrektor Gimnazjum, do którego od
września pójdzie Antek. Zapisy na przyszły rok już się zakończyły więc trwają
spotkania rodzin z dyrektorami prywatnych Gimnazjum. Mam je za sobą.
Przyjęto
nas bardzo miło. Spotkanie trwało 45 minut i jego głównym bohaterem był Antek.
Najbardziej i zadziwił i rozśmieszył nas nieco fakt, że pani dyrektor zwracała
się do Antka per PAN…
-
Panie
Antoni jak Pan ocenia pana dotychczasową szkolną pracę?
-
Panie
Antoni jakie języki Pan zna a jakie chce poznać?
-
Panie
Antoni jakie są Pana najmocniejsze cechy charakteru a jakie wady…
Antoś
pomimo faktu, że siedząc na krześle stopami ledwo do podłogi dosięgal,
odpowiadał z całą powagą i z wysokości swoich 10 lat.
Zobaczymy
jak mu pójdzie w tym gimnazjum bo będzie miał na 4 lata nauki tam czyli do 15
roku życia a dalej 3 lata Liceum…
I pomyśleć,
że ledwo go urodziłam, ledwo był malutki a tu już gimnazjum!
Na zdjęciu
aktualna klasa Antka CM2… Jade – nowa bliska przyjaciółka Antka i mistrzyni w
jeździectwie stoi w środkowym rzędzie za chłopakiem w bluzie z numerem 39… a w
klasie 32 uczniów!
poniedziałek, 12 października 2015
Shofie mania czyli coś o butach !
Ale zacznę
o wczorajszego turnieju… Chłopcy moi zwyciężyli w półfinałach. Na 76
uczestniczących tandemów rodzic-dziecko zajęli 3-cie, chwalebne jak dla mnie,
miejsce! Antek co prawda żałował, że nie był pierwszy ale on ma ambicje. Poziom
gry mojego męża nie jest jednak wystarczający he, he…
I tak
wrócili do domu z nagrodami!
Antek
wygrał najnowszy model rakiety Babolat Pureaero junior… Do tego torba Babolat na 6 rakiet oraz cały
rok Menus w lokalnych Mcdonaldach! Jeden ze sponsorów to właściciel 13
lokalnych Mcdonaldów i tak do grudnia 2016 roku, raz w miesiącu mamy menu dla 4
osobowej rodziny z deserami, kawami za darmo… Wartość wszystkich preznetów
ponad 600 euro więc jak stwierdził mój mąż warto było grać. Ale Antek gra za
friko bo po prostu to uwielbia i tyle.
A ja
dzisiaj chciałam o butach… bo pijąc weekendową kawunię trafiłam w babskim
magazynie na artykuł o nowej manii wszelkiej maści faszionistek czyli o fotografowaniu własnych butów na własnych
nogach. Też się wczoraj na kortach zabawiłam! Co prawda nie zamierzam wysyłać
mojego dzieła na “viewfromthetopp” ani na “ihavethisthingwithfloors” tak daleko
moje zapędy modowe nie idą!
Ale
podziwiać moje nabyte w lipcu tenisówki Navy w sklepie Geox, całe ze skóry i mega
eleganckie na moich mega zgrabnych nogach można tutaj… hi, hi, hi… żartuję
sobie oczywiście!
Francuzki
mają lekkiego hoopla na punkcie butów. 33% z nich posiada minimum 20 par butów i
jedna trzecia posiada przynajmniej jedną parę nigdy nie noszonego obuwia. We
Francji każdy obywatel statystycznie kupuje 6 i trochę par butów rocznie. Ja
akurat w tych statystykach się nie mieszczę bo tylu par butów nie kupuję ale
posiadam łącznie 43 pary! O matko! Aż tyle! Nie wiedziaiam nawet o tym…
większości bowiem nie noszę!
Z jakieś 10
par noszę na codzień, reszta przebywa w pudełkach w garażu. Do pracy się nie
nadają, do 10 godzinnych dni na nogach tym bardziej… więc sobie leżą te
wszystkie markowe szpilki, buciki na obcasach i kozaczki…
O ile
jednak ładniej i kobieco bym wyglądała gdybym je nosiła? Z pewnością więcej
szyku i wdzięku by mi się przydało. Tylko gdzie? I po co? I pewnie na pasty i plastry
musiałabym wydać kolejną fortunę. A tak biegam w Conversach, Geox’ach i innych
wygodnych trzewikach bez wdzięku, bez grama kobiecości… ot współczesna KOBIETA
czyli przede wszystkim wielofunkcyjny robot całodobowy… smutne, wesołe? Nie
wiem! Prawdziwe!
niedziela, 11 października 2015
Wygrywają !
Jak narazie… zdjęcia kiepskiej jakości bo z telefonu i
dosłownie sprzed 3 godzin. Trwa w naszym klubie tenisowym Villa Primrose
tensiowy turniej rodzin.
Antoś ze Stephanem rozegrali dziś rano 5 meczy ( do 12
punktów każdy w dublach : rodzic i dziecko) i wygrali wszystkie mecze w
ich puli.
Teraz pojechali na ciąg dalszy. Będa grali mecze ze
zwyciezcami pozostałych grup, a grup jest 8, tyle, że każda przegrana
eliminuje.
Są super
nagrody… Antek rozgrzany i zmotywowany na maksa. W południe udzielił wywiadu
lokalnej gazecie “Sud Ouest”. Kibicuję im z całych sił! Niech zgarniają główne
nagrody!
A uśmiech
Antka na tych zdjęciach mówi sam za siebie.
poniedziałek, 5 października 2015
Turniej regionalny golfa – Antoni w akcji
Wczoraj
rozegrała się pierwsza część departementalnego turnieju golfowego dzieci i młodzieży.
Antoś został zakwalifikowany najpierw do turnieju a teraz, po wczorajszej
rozgrywce do jego drugiej części na 18 października.
Wczorajszy
turniej odbył się na terenie golfowym w Ténac, jakieś 30 minut od Bordeaux . Pagórkowaty i bardzo
lesisty teren był nie tylko odmianą ale też wyzwaniem dla młodych sportowców. 18
dołków, ponad 4 godziny gry i warunki pogodowe drastyczne! Było bowiem 7°C , lał deszcz momentami i wiał
silny wiatr.
Wszyscy
zawodnicy dotrwali jednak do końca. Antek zagrał średnio. Po wstępnych wynikach
figuruje gdzieś w połowie listy uczestników czyli wśród 30 najlepszych
golfistów z Gironde , chłopców i dziewcząt. Za jakieś 2-3 dni okaże się na ile obniżył
swoje punkty indeksowe, które opublikuje Francuska Federacja Golfa na swych
stronach. Za 2 tygodnie kolejna runda a
w przyszłą sobotę mały turniej klubowy.
Jesteśmy z
niego bardzo dumni. Byle tak dalej!
sobota, 3 października 2015
10 LAT Antka z kolegami i ZMIANY…
Oj zmian
sporo… przede wszystkim w końcu przydzielili mi pracę tyle, że wylądowałam w
gimnazjum nad Oceanem Atlantyckim i spędzam ponad 2,5 h w samochodzie, 4 razy w
tygodniu! Ktoś chyba nade mną czuwał, gdyż nie pracuję w poniedziałek! Uffff!!!
Przy takich dojazdach to bardzo, bardzo ważne. Gimnazjum jest fajne, dzieciaki
w większości bardzo grzeczne i sympatyczne.
Mam 1 h
nadliczbową czyli 19 h zamiast 18 h tam, plus 2 h dodatkowe z uchodźcami pod
Bordeaux, akurat w poniedziałki. Dostaję też dodatkowe pieniądze za dojazdy co
miesięcznie daje sumę ponad 500 euro. Więc chociaż tyle dobrze. Ale boję się
jeździć codziennie po autostradzie, pośród ciężarówek, w ciemnościach – rano… eh…
samochód zamierzam sobie kupić w najbliższych tygodniach czy dniach.
Tymczasem w
ubiegłą niedzielę odbyły się urodziny antkowe z kolegami. Też się działo. Jeden
kolega nie zdołał przyjechać. Chodzili po drzewach jak widać od 14 do prawie 19…
uf… podwieczorek pod drzewami z nieśmiertelnym ciastem urodzinowym czyli
Różowym Poematem.
Zmieniła
się tylko dekoracja… Antoś zażyczył sobie GOLF. Pobawiłam się masą cukrową.
Podobało się chłopakom i ciasto znikło!
Jutro Antek
gra turniej golfowy regionalny… szykuje się trenuje…
Subskrybuj:
Posty (Atom)