Kocham zapachy i moja rodzina nazywa mnie "nosem na łapach" bo potrafię wyczuć i rozróżnić wiele zapachów, nie zawsze przyjemnych. Mój mózg reaguje bardzo, bardzo mocno na wszystkie zapachy bo niestety albo stety jestem nadwydajna mentalnie.
W ubiegłą sobotę na rynku Lices było mało sprzedawców kwiatów bo cóż mamy styczeń... ale kilka straganów proponowało roślinki i na jednym były bukiety frezji. Muszę przyzna, ze to jeden z moich ulubionych zapachów... zapach frezji naturalnych ale tez tych w kosmetykach. jakoś bardzo dobrze mi się kojarzy i wywołuje masę pozytywnych wspomnień.
Kocham tez i to miłością absolutna zapach róży bułgarskiej... czy tej z Grasse. Wciąż ich szukam i jak tylko znajduje olejki czy inne produkty z tymi różami to nawet jak nie potrzebuje to je kupuje.
W ogóle produkty z Grasse na bazie olejków z roślin tam rosnących są dla mnie absolutnym dobrem czyli marki takie jak Fragonard.
I tak otulona zapachami zderzam się ze smrodem w pracy... ale nie będę o nim pisać bo nie warto. Siedzę obok mojego bukietu frezji i finalizuje mój wykład na jutro i moje ćwiczenia dla studentów. Wszystkie wykłady i ćwiczenia są gotowe na cały drugi semestr i się narobiłam by to przygotować tak jak chciałam ale sprawia mi to ogromna radość!
W odróżnieniu od pracy w liceum, która oprócz pozytywnych kontaktów z uczniami, niczego pozytywnego mi nie przynosi. Jest taka nasza polska "robota" a nie praca czy pasja bo warunki jej wykonywania doprowadza mnie okresami do szalu bądź do depresji.
Także tutaj robię jak najmniej bo bardzo ciężko przychodzi mi zmobilizować się do czegokolwiek w takich warunkach. Trzyma mnie z ryzach tylko poczucie przyzwoitości ale to na tyle.
Antoni zasuwa non stop, święta nie święta, nowy rok czy cokolwiek innego on tylko pracuje i rzadkie momenty odpoczynku liczę na palcach. Mam nadzieje, ze nie zwariuje od tego nadmiaru?
Steph tez biega i jeździ. Wygrał podróż do Kolumbii i do Sewilii ale chyba będzie jeździł sam bo daty nie pasują... są poza wakacjami szkolnymi czyli ani Antek ani ja nie możemy.
Chciałabym pojechać na ferie lutowe do Senegalu ale kupując bilet zdałam sobie sprawę, ze trzeba szczepionki tam... więc zrezygnowałam bo w moim stanie zdrowia to skomplikowane. Szukam innej ale słonecznej i cieplej destynacji na luty!
Moja szwagierka leci z mała do Kenii właśnie w końcu stycznia, ale musiały się zaszczepić na żółtą gorączkę czy inna chorobę tropikalna...
I tak się kręci życie codzienne. Czekam na konsultacje z chirurgiem laryngologiem na 4 lutego mam termin... zobaczymy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz