czwartek, 6 listopada 2014

Memento mori.


Pozostając w listopadowym nastroju przypomniałam sobie o zdjęciach z tego lata. Na wielu zaprzyjaźnionych blogach podziwiałam zdjęcia z pierwszych dni tego miesiąca i we Francji i w Polsce. Nie miałam jednak okazji wspomnieć ani obejrzeć cmenatrzy zza oceanu Atlantyckiego. A tam przecież spoczywają też moi bliscy…

 

Podczas naszej letniej wyprawy do Kanady i do Stanów Zjednoczonych odwiedziliśmy kilka cmentarzy. Tych kanadyjskich ze względu na rodzinne groby, tych amerykańskich ze względu na zwykłą ciekawość i ich historyczną i kulturalną wartość. Są inne niż te francuskie i te polskie. Nie ma tutaj kaplic w miniaturze jak na francuskich-cmentarzach pominkach, nie ma też wielkich marmurowych nagrobków z ławeczkami ustawionymi u ich podnóżka jak w Polsce. Nie ma świec, we Francji też ich zresztą nie ma i często też nie ma indywidualnych bukietów czy doniczek kwiatów bo sadzi je i pielęgnuje administracja cmentarna.

 Memento mori

To co zaskakuje, za Oceanem to możliwość przejazdu przez cmentarz samochodem, po cmentarnych alejkach. Cmentarze w centrach wielkich metropolii takich jak Nowy Jork czy Boston wypełnione są płytami z XVI i XVII wieku, w kontraście z wieżowcami ze szkła i ze stali wyglądają jak pozostałości po poprzedniej cywilizacji, której ta szklana i informatyczna wszystko przecież zawdzięcza. Są wołaniem o pamięć, o niezpominanie o tym co było i co  nas stanowi. Dość wyraziście też zmuszają do zwolnienia kroku, spojrzenia… szczególnie w Nowym Jorku, gdzie pędzi wszystko i wszyscy jest to niesamowicie widoczne. Stary, miejski cmenatrz jeszcze z XVII wieku, nieopodal Ground Zero… cmentarza współczesności, I nowojorczycy zwalniający krok, rzucający jakby zatrzymane w kadrze spojrzenia przez czarne, metalowe pręty, solidnego ogrodzenia.

cmenatrze
Najstarszy miejski cmentarz w Nowym Jorku, przy World Trade Center

 I sam Ground Zero z tymi podwójnymi, czarnymi dziurami, do których nieustannie spływa woda, jak do środka ziemi, której dna nie widać.

 Imiona, nazwiska, numery lotów, nazwy przedsiębiorstw… byli i ich nie ma? Byli i nadal są, obok nas, w nas?
Ground Zero -  lot 93

 

Cmentarze za Oceanem nie świecą, jak te francuskie poza 1-szym listopada, pustkami. Panuje na nich wolny ruch otulony ciszą, szacunkiem i, jak dla mnie, pozbawiony tego polskiego “zadęcia” definiowalnego ilością zniczy, postawionych doniczek i wielkością chryzantem. Śmierć jest wspólna nam wszystkim… czy marmurowy czy lastrikowy pomnik czyni ją znośniejszą? Czy brak liści na płycie i jej idealne wypolerowanie przywraca nam zmarłego? Czy tylko satysfakcjonuje naszą, osobistą pychę?

Zawsze dobiegają do mnie te pytania, gdy odwiedzam groby dziadków w Polsce… Nie przyszły mi one na myśl, gdy byłam na grobach bliskich w Kanadzie… Czy to dlatego, że wszystkie groby były takie same? Nie wiem…

 
Jeden z nagrobkow w centrum Bostonu


W tym roku byliśmy w Bretanii. W dniu Wszystkich Świętych pojechaliśmy na cmentarze, na których pochowani są dziadkowie mojego męża. Było sporo ludzii i dużo kwiatów. Moich teściów jednak z nami nie było. Zupełnie nie przeszkadzał im fakt, że chodzi o groby ich rodziców. Ich cmentarze deprymują, jak sami twierdzą. Na groby więc, nawet matki i ojca nie jeżdżą, kwiatów nie składają. Dla mnie to niezrozumiałe… Jak i fakt, że mama mojej szwagierki nie ma grobu, nie ma płyty, nie ma miejsca, na którym można by się spotkać, wspomnieć ją, pomodlić się za nią… Była, odeszła i nawet tego 1 listopada czy 2… nikt o niej nie wspomniał, nie złożył kwiatka, nie zapalił świeczki.

 

Memento mori…
Najstarszy cmenatrz w samym centrum Bostonu.

2 komentarze:

  1. Przepiękne zdjęcia wspaniałych miejsc.
    Bardzo podoba mi się sposób w jaki na niektórych cmentarzach oddaje się cześć i pamięć tym, których już z nami nie ma.
    Piękne pomniki, rzeźby i symbole, które wprowadzają w nastrój zadumy.

    OdpowiedzUsuń
  2. w kazdym kraju wyglada to nieco inaczej... ale jakze pieknie i ciekawie... pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń