Żaden Harvard oczywiście, tylko lokalny uniwerek i do tego bardzo słaby w sensie wyniki w skali narodowej... w międzynarodowej nie istniejący zreszta. Ale pomimo to, ja odzywam jak idę na mój wykład czy na moje ćwiczenia! Zupełnie inna jakość kontaktów, inne zachowanie studentów, trochę inne wyzwania i duzooo większe poczucie WOLNOSCI!
Dla mnie to wszystko jest bardzo, bardzo ważne.
Wczoraj rozpoczęcie drugiego semestru i mój pierwszy wykład, bite 2 godziny gadania Wprowadzenie do geopolityki. Jaka frajdę sprawiła mi ta praca konceptualne i intelektualnie. Studenci zadowoleni... wszyscy dziękowali po wykładzie, a ze człowiek po liceum jest raczej przyzwyczajony do pretensji, chamskich zachowań albo wręcz wyzwisk to studenci dziękujący za wykład są po prostu CUDEM świata w tym kontekście!
Po tym miałam ćwiczenia z historii współczesnej i pierwsza analiza fragmentu wspomnień Metternich'a... kocham to! Tłumaczenie każdego słowa tekstu, jego kontekstualizaicja, rysowanie drzewa genealogicznego Habsburgów- we fragmencie oczywiście, te pytania hm... sama przyjemność jak narazie dla mnie!
Dzis od rana powrót do smutnej i szarej rzeczywistości... oddaje sprawdziany i oczywiście pretensje dlaczego taka a nie taka ocena, ze co znaczy to słowo, a takie słowo a inne słowo... jestem chodzącym SLOWNIKIEM Laroussa czy Robert bo francuscy uczniowie w ogólniaku polowy słów potocznie używanych nie znają i nie rozumieją... Eh... Pisze dla nich cale sprawdziany od poczataku, od pierwszego do ostatniego zdania, kseruje, każdy dostaje swój egzemplarz poprawiony od A do Z. Wykonuje i potem z nimi prace nad tym kolejna... a oni wciąż niezadowoleni... bo trzeba coś napisać, przeczytać itd. Najlepiej niech sobie poleżą z telefonem w ręku i poczekają aż świat sypnie zlotem.
cdn.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz