Pierwsza sobota po wielu tygodniach, w domu, w Rennes a więc i tradycyjna wizyta na targu Lices.
Jak zwykle zachwyciłam się kwiatkami na wielu straganach... Nasze, lokalne, sezonowe i bez plastiku. Tak się do nich stęskniłam! Ale fakt tez, ze przyzwyczaiłam bo jak widzę jakieś róże czy inne gerbery opakowane w celofan czy inne pakunki z plastikowej folii to dostaje drgawek. Brrr...
Zrobiliśmy ogromne zakupy. Duży wózek plus dwie siaty plus bukiet kwiatów. Ciężko było nieść. Kupiliśmy moc sezonowych produktów w tym śliwki węgierski na drożdżowe ciasto, które dziś rano zrobiłam z cynamowno-migdalowa kruszonka. Przepis tu https://est-ouest-est-ouest.blogspot.com/2025/08/drozdzowe-ze-sliwkami-i-z-migdaowo.html
Najdrozej jak zwykle wyszły owoce i warzywa ponad 80 euro tym razem. Kupiliśmy tez mięso, sery, jajka, ryby oraz naleśniki z maki gryczanej, które znów powróciły na sobotni obiad z miska sałaty z winegretem. Zrobiłam menu na nadchodzący tydzień, ale pewnie ulegnie ono zmianie ze względu na prace bądź jej brak...
Antoni będzie z nami mieszkał w nadchodzących 7 miesiącach więc i zakupy będą ogromniaste bo tyle ile on je... to czasami trudno dostarczyć!
On zaczyna swoje zajęcia w poniedziałek rano.
A ja wciąż czekam no właściwie nie czekam bo pisze sobie nadal i szlifuje wykłady.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz