Naogladalam się wczoraj krótkich filmików z zakończen roku szkolnego i przy okazji powspominałam te moje ze świadectwami z paskiem, z nagrodami, z uroczystościami ale tez z listami gratulacyjnymi do moich rodziców od władz PRL.
Bardzo lubiłam i lubię początki i zakończenia okresów nauki w polskim systemie edukacyjnym. To naprawdę nadaje wagę temu co się przez 10 miesięcy w szkołach i na studiach dzieje. Jest to forma docenienia. jest ten moment zatrzymania się, inny niż wszystkie powszednie dni.
Niestety we Francji nie ma czegoś takiego. W przedszkolach i w podstawówkach były nie tyle zakończenia co pod koniec roku jakiś spektakl czy święto szkoły typu kermesse. Ale póżniej nie ma nic.
Pamietam z jakim smutkiem i rozczarowaniem poszłam po mój dyplom DOKTORATU do sekretariatu na 5 -tym pietrze w EHESS i pani sekretarka pogrzebała w jakiś teczkach i podała mi papier. To by było na tyle. Nie było święta żadnego, uroczystości, przyjęcia, gratulacji, kwiatka... Nie było NIC.
W liceach, w których od lat uczę tez nie ma nic. Ani studniówki, ani jakiejś uroczystość na zakończenie roku szkolnego czy na zakończenie liceum czy nawet rozdania dyplomów maturalnych - choć ostatnio od 4-5 lat, niektóre licea robią takie rozdania w swoich aulach czyli coś drobnego się ruszyło gdzie niegdzie.
Z perspektywy nauczyciela wyglada to tak: Po prostu robisz swoją ostatnia lekcje dla mnie to był wtorek 9 czerwca od 14 do 15... Uczniowie chcieli film to puściłam im film. Sama siedziałam i się trochę ponudziłam. Powiedziała im 3 zdania na koniec, ze dziękuję za wspólnie spędzony rok, ze życzę im... POlowa już nie słuchała bo wychodziła z sali. Wzięłam swoją torbę i poszłam na parking, odpaliłem silnik, wróciłam do domu. Mój OSTATNI DZIEN pracy w tym akurat liceum bo w kolejnym roku będę pewnie gdzie indziej.
I to koniec.
Nie ma dziękuję, dowiedzenia, dziękujemy za współpracę... jestem śrubką w systemie. Wykręcił Cię czas, i znikasz. I tyle...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz