Proszę jak pozytywnie nas TVP Polonia zilustrowała! Chociaż coś fajnego dziś.
Tymczasem w liceum dziś rano... siedziałam w pokoju nauczycielskim gdy rozległy się pofezen strzały... Było nas 4 nauczycielki, 5 wleciała z hukiem, rzucił się na podłogę i płakała krzyczą, "ze nie chce umierać, ze ma trójkę dzieci". Głaskałam ja po głowie sama się trzęsąc i mówiłam jej, ze wyjdziemy z tego.
Rozległ nie alarm wzywający do zamknięcia się. Pokój nauczycielki się nie zamyka. Nie wiedzieliśmy gdzie uciekać, w korytarzach pełno dymu, widoczność mocno ograniczona. Najbliższą sala to była sala informatyczna. Dobiegliśmy tam. Zamknięta na klucz. Nie mogłam otworzyć. Otworzył kto inny. W środku już był zamknięty jeden nauczyciel, mężczyzna. Wlecieliśmy tam, zabarykadowaliśmy stołami drzwi.
Zadzwoniłam pod 17 - numer policji... pisałam sytuacje, jedna koleżanka coś dodawała. kazali nam wisieć na linii dopóki się sytuacja nie rozwiąże i policja nas z tego lokalu nie wydobędzie. Ktoś ciągnął za klamkę ze dwa, trzy razy. Schowaliśmy się pod stołami z komputerami i tak czekaliśmy. Jakieś 25 minut, myślę, ze to trwało.
Potem znów ten smród, dym, biegający policjanci. Ewakuacja uczniów choć były same niedobitki, ja rano miałam 5 na 35 w pierwszej klasie.
Nam kazali zostać w pokoju nauczycielskim i coś próbowali wyjaśniać. Wyszłam stamtąd po 12. Wróciłam do domu. resztę lekcji odwołali.
Wzięłam tabletkę na uspokojenie i poszłam spać. Czuje się FATALNIE. Jutro umówiłam wizytę u lekarza. Zgłoszę kolejny "wypadek w pracy" i idę na zwolnienie. Nie wracam już tam. Już nie mogę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz