wtorek, 13 października 2026

ZYJE... ale nie po to zdawałam konkurs i chciałam wykonywać ten zawód.


Proszę jak pozytywnie nas TVP Polonia zilustrowała! Chociaż coś fajnego dziś. 

Tymczasem w liceum dziś rano... siedziałam w pokoju nauczycielskim gdy rozległy się pofezen strzały... Było nas 4 nauczycielki, 5 wleciała z hukiem, rzucił się na podłogę i płakała krzyczą, "ze nie chce umierać, ze ma trójkę dzieci". Głaskałam ja po głowie sama się trzęsąc i mówiłam jej, ze wyjdziemy z tego. 
Rozległ nie alarm wzywający do zamknięcia się. Pokój nauczycielki się nie zamyka. Nie wiedzieliśmy gdzie uciekać, w korytarzach pełno dymu, widoczność mocno ograniczona. Najbliższą sala to była sala informatyczna. Dobiegliśmy tam. Zamknięta na klucz. Nie mogłam otworzyć. Otworzył kto inny. W środku już był zamknięty jeden nauczyciel, mężczyzna. Wlecieliśmy tam, zabarykadowaliśmy stołami drzwi. 
Zadzwoniłam pod 17 - numer policji... pisałam sytuacje, jedna koleżanka coś dodawała. kazali nam wisieć na linii dopóki się sytuacja nie rozwiąże i policja nas z tego lokalu nie wydobędzie. Ktoś ciągnął za klamkę ze dwa, trzy razy. Schowaliśmy się pod stołami z komputerami i tak czekaliśmy. Jakieś 25 minut, myślę, ze to trwało. 
Potem znów ten smród, dym, biegający policjanci. Ewakuacja uczniów choć były same niedobitki, ja rano miałam 5 na 35 w pierwszej klasie. 
Nam kazali zostać w pokoju nauczycielskim i coś próbowali wyjaśniać. Wyszłam stamtąd po 12. Wróciłam do domu. resztę lekcji odwołali. 

Wzięłam tabletkę na uspokojenie i poszłam spać. Czuje się FATALNIE. Jutro umówiłam wizytę u lekarza. Zgłoszę kolejny "wypadek w pracy" i idę na zwolnienie. Nie wracam już tam. Już nie mogę. 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz