Zdjęcie nie mojego autorstwa z Chicago...ale z Antkiem!
Synuś wpadł w ostatni weekend, na dwa dni, ale nawet jak był w domu to był zajety! Zajęty jest głównie studiami i czasami zastanawiam się jak on żyje i jak on to ogarnia?
Wczoraj na przykład wyjechał z internatu o 7 godzinie rano a wróciła tuż przed 22. Bo rano mail śniadanie z grupka wybranych studentów (10 studentów na 400) z jakimś wielkim szefem, wielkiego amerykańskiego banku, potem miał prace w grupach nad zrównoważonym rozwojem jakiegoś projektu ekonomicznego. następnie miał wykłady. W międzyczasie jak stwierdził kupił i zjadł kanapkę w 10 minut. Wieczorem miał hiszpański bo języków mu wciąż za mało! Po hiszpańskim około godziny 20 ruszył do jakiejś kawiarni (spotkania i selekcje odbywają się w kawiarniach) bo trwają tak zwane OL czyli wybory do klubów stuendeckich, dziedzina po dziedzinie a on do wielu postulował.
Jak do mnie zadzwonił dochodziła 22, wychodził właśnie z metra i leciał do swojego pokoju by coś zjeść. Potem miał się uczyć tekstu na dziś na 8 rano bo miał przesłuchanie w jakimś paryskim teatrze... dalej wykłady i dalej już nie wiem co... Kompletny "wariat"!
Ale wszystko mu się podoba. Bije od niego taka energia, tyle radości. Widać, ze odnajduje się znakomicie w tym wszystkim.
Bywa w jakiś prestiżowych miejscach w Paryżu, spotyka różnych ludzi, pracuje, buduje, działa, uczy się, studiuje i postuluje.
Ciekawa jestem co z tego wszystkiego wyniknie i do czego go to doprowadzi?
Z radością czekam na cd...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz