piątek, 16 października 2026

Fajnie już było...

W historii Francji znajdziemy wiele śladów buntu i rewolucji. Najbardziej znany przykład to Rewolucja francuska, która rozpoczęła się od skarg i postulatów a zakończyła tysiącami egzekucji i masowym zabijaniem jak w wojnie w Wandei - znakomita książka Pawła Jasienicy "Wojna domowa". 

Tym razem, gdy chodzi o protesty licealistów, jesteśmy skonfrontowani z buntem przeciwko instytucji, która wymaga coraz mniej. Nigdy wcześniej w historii nie otaczano taka troska i zrozumieniem potrzeb młodych. Dziecko w ogóle było istota pomijana w historii przez wieki - patrz prace Philippe'a Ariès. Od kilku dziesiątek lat, dziecko staje się powoli królem, w sensie znajduje się w centrum działań i troski dorosłych. 
Wybiela się nawet obecnie każdy błąd i każdą porażkę. 

Mowi się jednak o cierpieniu młodych i o potrzebie ich wysłuchania. Zreszta taka tez jest odpowiedz ministerstwa edukacji z platforma skarg, szefów szkół, kuratoriów, niektórych polityków. 
Czasami ma się wrażenie, ze samo słowo "NIE" skierowane do osoby młodej jest już naruszeniem jej praw, jej integralności psychicznej i fizycznej, po prostu dla nas dorosłych w tym nauczycieli jak ja, słowo NIE staje się słowem ZAKAZANYM w obecnym kontekście. 

Dyplomy dla wszystkich ale wymagania dla prawie nikogo... oto obecna sytuacja. Ponad 96% młodych Francuzów ma dyplom maturalny ale wyniki badań Pisa wskazują na spadek poziomu wiedzy w tak podstawowych dziedzinach jak władanie językiem ojczystym czy podstawowa wiedza matematyczna. 

Nie ma już granic. Nie ma wymagań. Nie ma potwierdzenia samego faktu, ze nauka wymaga pracy, wysiłku i poświęcenia a nie tylko zaspokojenia wymagań i preferencji danej osoby. Czasami mam wrażenie, ze samo słowo "to będzie wymagało pracy i wysilku" jest  obelga skierowana do ucznia, studenta czy do jego rodziców! 

Podobnie ze słowami dotykającymi szacunku do miejsc, do osób, cy wręcz uznaniem swojego kraju co kiedyś nazywało się patriotyzmem a dziś u wielu osób powoduje reakcje epidermiczne z cyklu "patriotyzm to faszyzm a my walczymy z faszyzmem". 

Autorytet staje się podejrzany, kara jest napiętnowaniem danego osobnika a wybieranie uczniów na studentów jest wykluczaniem. Tak mniej więcej wyglada lektura obecnej sceny edukacyjnej we Francji. 
ja jako nauczyciel mam zapewniać atrakcyjne lekcje, ciekawe, mam motywować, mam podkreślać dobre punkty danej pracy, waloryzować. Uczeń może wymagać, postulować i blokować, może podpalać, może wypuszczać w szkole moździerze, ma prawo manifestować, krzyczeć, może polewać benzyna nauczycieli czy w inny sposób mścić się na nich i w wiekszosci przypadków nie czeka go za to żadna kara. 

Bunt nie jest jeszcze myślą i idea, nie jest konstrukcja czegokolwiek. Nawet jeśli część postulatów młodych jest legityma - tak myślę nadal - to ich działania już dawno nie są. Nikt ich nie nauczył, ze swoje "pewniki" należy poddać analizie, ze należy zaakceptować dyskusje, debate i kompromisy, ze nie należy narzucać swojego zdania i działania chocby najbardziej prawdziwego innym, którzy się z nim nie zgadzają tylko szukać z nimi porozumienia. 
Ale w sumie, kto i jak miał ich tego nauczyć skoro nawet władanie językiem ojczystym stanowi problem a tych uczniów na lekcjach i w szkołach nie ma  od 3 tygodni już. Teraz 2 tygodnie wakacji razem będzie 5. 
Szkoła ma edukować a nie satysfakcjonować pragnienia. Edukować znaczy tez frustrować. Ale by mogła to robić musi mieć świadomych nauczycieli, mądrych szefów, współpracujących i frustrujących swoje dzieci rodziców. Narazie tego nie ma. 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz