środa, 10 stycznia 2018

Berlin 2017



Po prawie tygodniowym pobycie w Polsce, udalismy sie na kilka dni do Berlina. Stad tez mielismy samolot powrotny, a ze samochod wynajelismy od dnia przylotu do dnia wylotu to moglismy korzystac. Zainstalowalismy sie w hotelu Mercure Château, w samym centrum Berlina pod ogrodem zoologicznym i zburzonym kosciolem Wilhelma. I dalej chodzilismy pieszo albo poruszalismy sie metrem. Popoludniu, pierwszego dnia pobytu wlasnie w tej dzielnicy krazylismy. Antek za dostane od wuja w Polsce pieniadze kupil sobie koszulke Bayern Monachium! Bylismy tez w sklepie Ka De We, na ostatnim pietrze podziwiac dobroci wszelkie z calego swiata: szampany, czekolady i inne kawiory. Sami kupilismy precelki! ha! 


Nastepnego dnia ruszylismy w miasto. Rozpoczelismy od Check Point Charlie i muzeum. Antek byl zafascynowany wiec zeszly nam bite 3 godziny w tym malym obiekcie. Ja bylam tutaj juz chyba trzeci raz, Stéph drugi wiec wiekszosc ekspozycji byla nam znana. Bylo starsznie zimno ale niczym nie zrazeni ruszylimy w strone smutnych gmachow SS i Gestapo czyli centrum muzealnego dzisiaj nazywanego "Droga Terroru". Tutaj zwiedzanie jest bezplatne i spedzilismy tez tutaj troche czasu. Na obiad doszlismy na Postdamer Platz i raczylismy sie Kebabem! sic!. W podrecznikach Antka do nauki niemieckiego to podobno narodowe niemieckie danie jest... obok pizzy sic!, gumowych miskow zelkow i curry wurst choc jak wszystkim wiadomo przyprawa curry raczej nie z niemieckich terenow pochodzi. Kebab byl jednak bardzo smaczny i przez prawdziwych Turkow podany. 
Po obiedzie spacerowalismy po bylych terenach hitlerowskiej rezydencji i po tym co zostalo po jego bunkrze - bardzo ciekawa dzielnica choc niewiele juz tam widac to jednak tablice informacyjne pozwalaja uruchomic wyobraznie. 
Idac do Barmy Brandenburskiej zatrzymalismy sie na chwile kontemplacji przy tym bardzo dziwnym pomniku Shoah zlozonym z kilku setek prostopadlych, szarych bryl... Przy Bramie Branderburskiej trwaly przygotowania do Sylwestra wiec byla zastawiona cala ciezarowkami. Obejrzelismy i wyszlismy na Unter der Linden. Tam w kwariani Einstein skosztowalismy Sacher Torte z napitakmi choc nie trwalo to dlugo bo na 17 godzine zarezerwowalismy wizyte w niemieckim parlamencie. Niesamowity budynek z ciekawa architektura i widokami z gornego tarasu. 

Bo tak obfitym we wrazenia dniu poszlismy po prostu spac. 

Zimno strasznie nam dokuczalo w Berlinie. Nastepnego dnia mielismy juz znacznie mniej checi i energii. Czekala na nas zarezerwowan wizyta na wiezy telewizyjne przy Aleksander Platz i widoki stamtad. Sam Aleksander Platz z kosciolem, ratuszem, dalej berlinska katedra... przeszlismy obok domu parti i pomnika Marksa i Engelsa... chcialam tylko by Antek za bardzo nie przytulal sie do dziadkow naszej peerelowsko-sowieckiej niedoli choc pewnie leninizm i stalinzim bardzo zmacily ich nauczanie i wdrazanie w praktyke zasad... Obiad zjedlismy, po raz kolejny juz dla mnie i dla Stéphana, w najstarszej berlinskiej restauracji Zum Nuss chyba tak sie to pisze. Poznalismy przy okazji przmilych ludzi z Bonn i tak nam sie dyskusja wywiazala przy drewnianym stole z kielbasa, purée ziemniaczanym, kapusta i piwem, ze ze 2 godziny tam przesiedzielismy. Odwiedzilismy pobliski kosciol Mikolaja, siedzibe opozycji i przeszlismy sie po kilku starych uliczkach. Dalej nikt juz nie chcial niczego zwiedzac i skonczylismy na dlugim podwieczorku... 
Chcialam wrocic do muzow na wyspie, ale to wyprawa na caly dzien a nam bylo zimno i chcialo sie od tej berlinskiej szarugi tylko spac.  

W sklepie Rolls Royca





Kilka zdjec z Check Point Charlie - i wiele amerykanskich marek wokol.


"Droga Terroru"

Nad bylym bunkrem Hitlera

Muzeum Shoah








Przed i w Parlamencie

Marks i Engels, nasi przyjaciele...





W windzie wiezy telewizyjnej


Widoki z gory











niedziela, 7 stycznia 2018

Nowa ksiazka mojego taty.


Nowa praca naukowa mojego ojca, ktora dostalismy w prezencie w czasie Bozegonarodzenia. 

Mialam okazje czytac jej fragmenty, gdy powstawala. Teraz w styczniu, przeczytam calosc i napisze recenzje. Jednakze jestesm bardzo szczesliwa z faktu, ze tata mogl ja opublikowac i doprowadzic swoj projekt do konca. To niezwykle ciekawa monografia o miescie usytuowanym w Polsce, ale jednak nie do konca polskim przez wiele wojennych i powojennych lat. Znakomite studium tego co jest tak malo w naszej ojczyznie wciaz znane. 

Boze narodzenie w Polsce: 2017. 45 rocznica slubu moich rodzicow.


Dwutygodniowe wakacje swiateczne dobiegaja konca. Od jutra wracamy do pracy... ale myslami wciaz jeszcze jestesmy w Polsce, w Berlinie czy w Pirenejach, z ktorych wrocilismy dopiero wczoraj wieczorem. Czas wiec na opowiesci, wspomnienia i zdjecia.

Na poczatku byla droga...
22 grudnia rano szlismy pieszo w ciemnosciach nocy z domu, z Bordeaux na przystanek autobusowy by dojechac do lotniska. Obarczeni walizkami po oblanych deszczem ulicach przejechalismy przez miasto i zarejestrowalismy sie na lot do Berlina. Poszlo gladko. W Berlinie bylismy juz o 11h a ze wypozyczalnia samochodw znajduje sie naprzeciw lotniska to przed godzina 12 bylismy juz na autostradzie w kieruku polskiej granicy i Poznania. Sniadanie wiec zjedlismy w Bordeaux, obiad pod Berlinem a kolacja czekala na nas w Tulcach pod Poznaniem! Trzy posilki, trzy kraje, pol Europy!
I dobrze sie jechalo az do pod-poznanskich bramek na A2, gdzie stalismy w korku 5 kilometrow przed zjazdem i dalej... Przyjechalismy 2 godziny pozniej niz przewidzielismy o 17 zamiast o 15. 
I tak piszac o drodze jedna refleksja... Polacy nie przestrzegaja przepisow, ograniczen predkosci i to do tego stopnia, ze strach sie bac... dlatego trudno o wieksza glupote, ale widac ze wiekszosci nie zalezy ani na zyciu ani na zdrowiu wiec niech sobie tak jezdza. 

Po drodze byl hotel...
Zainstalowalismy sie w Novotelu przy Malcie na caly czas pobytu w Polsce czyli 6 noclegow i bylo nam tam bardzo dobrze! wygodnie, smacznie, milo i calkiem swiatecznie! Sniadania pyszne, obsluga pierwsza klasa. Cisza, spokoj. Tum sposobem odciazylismy troche moich rodzicow i z tego sie ciesze. 

Potem przyszla kolej na pichcenie i na Swietowania...

W sobote i w niedziele zdolalam nieco pomoc w kuchni choc zbyt wiele sie nie napracowalam. Rodzice sporo zrobili sami i jak zawsze byly to PYSZNOSCI!: barszcz, pierogi, ryba po grecku, salatka sledziowa mamy, karp z pieczarkami, pasztet, salatka, schab pieczony ze sliwkami, kapusta z grzybami, slezyki z soesem makowym, kompot z suszu, kisiel z zurawin, makowce, rolada bozonarodzeniowa, tort WZ... czekoladki, wina, szampan... i jeszcze indyk pieczony taty z jablkami uffffff...

Swietowania rozpoczelismy od lektury z Pisma Swietego, modlitwy, koledy i spiewalismy i tata je gral na pianinie... prezenty, rozmowy, lektury, wizyty... szopki poznanskie... wspomnienie naszego kosciola slubnego - Karmelitow bosych: najbardziej spodobala nam sie tamtejsza szopka!

W drugi dzien Swiat byla jednak druga wielka czesc Swietowania - 45 rocznica slubu moich rodzicow, ktora tak dokladnie to przypadla na dzien wczorajszy 6 stycznia. Byla uroczysta msza w intecji rodzicow, w ich parafii w Tulcach. Ich ksiadz bardzo ich omodlil bo wspominal i wspominal i to bylo piekne!. Potem uroczysty obiad w restauracji Bamberka na Starym Rynku w Poznaniu. Bylo pysznie i uroczyscie. Tata wyglosil mowe... wspominal spotkanie z mama... wzruszajace to bylo wszystko i cieple takie...

A na koniec... byly jeszcze lyzwy chlopakow, kilka zakupow... i NOWA KSIAZKA mojego taty... ale o niej napisze osobno! 
Dobry czas, piekny czas, napelniajacy nas wdziecznoscia. 


Antek z Babcia koledy spiewaja i sie rosmieszaja.

A tata sobie je spokojnie gra.


Najwieksza szopka u Franciszkanow przy Placu Bernardynskim.


Przed kosciolem Karmelitow bosych - bralismy tutaj slub w 1999 roku!



Najpiekniejsza poznanska szopka!

Szopka "polska" w kosciele Swietego Wojciecha

45 lecie slubu rodzicow!



W restauracji "Bamberka"



Pysznosci tradycyjne polskie i regionalne.

Tata wspomina...

Nowa ksiazka mojego ojca opublikowana w grundiu ubieglego roku...

wtorek, 2 stycznia 2018

WOSP - Paryz 2018

Dostalam propozycje przeslania mojej ksiazki z dedykacja do wylicytowania na 26 finale WOSP, w Paryzu. Ucieszylam sie bardzo i dumna tez jestem, ze moge mala cegieleczka wspomoc te akcje!

Fajnie mi...

poniedziałek, 1 stycznia 2018

2018?


Planow mam tyle, ze i ta wieza przy Aleksander Platz w Berlinie ich nie pomiesci! Ale mieszcza sie one w tym uscisku ojca i syna i w moich oczach na nich skierowanych. Bo wszystko co najwazniejsze juz mam, w sobie przede wszystkim, wokol siebie tez troche. Pozostaje kwestia wyboru sciezek, splotow okolicznosci, lutu szczescia czy nieszczescia, decyzji podjetych czy zaniechanych bo dobrej woli i wytrwalosci mi nie brakuje! Odwagi tez wystarczy. Nie na wszystko jednak mamy wplyw. 
Co mozemy? 

1. Dawac milosc i dobroc: sobie na poczatek... by moc sie nimi dzielic dalej... z bliskimi i z dalszymi.
2. Otoczyc szacunkiem: siebie najpierw... by wzorzec przelac na tych co obok w rodzinie, w domu, w pracy, w sklepie, w autobusie, w samolocie, na ulicy...
3. Dbac o zdrowie: swoje najpierw by miec sile zadbac o innych i spelnic pozostale punkty. 
4. Pracowac wytrwale, z pasja, kazdego dnia od nowa bo tylko taka praca przynosi efekty.
5. Byc, czuc, wiedziec, ze to co najwazniejsze JEST TU i TERAZ... wtedy sie zyje i nie marnuje ani jednej chwili bo jest sie pelnia bytu a zarazem jego czescia... 

Jak potoczy sie ten rok? Tego nie wiem, nie wie nikt... ale moze byc kilka prawdopodobnych scenariuszy choc napewno, ktos jeszcze w tym garnku zamiesza!

Scenariusz 1: Zostajemy w Bordeaux, nadal jestem TZR, jeszcze jakies 10 lat conajmniej. Antek w tej samej szkole. Maz szukajacy pracy, innej co roku pewnie. Mieszkanie albo dom, kupione? zmienione? Moj coroczny albo wieloroczny strach o to gdzie pracuje... daleko, blisko, fajnie, niefajnie. Miasto znane, grono przyjaciol znane, plaze, ktore kochamy, gory blisko... Baskowie and co.

Scenariusz 2: dostaje posade w liceum miedzynarodowym w Strasburgu, dowiaduje sie w marcu obejmuje od wrzesnia. Przeprowadzka. Szukanie mieszkania. Pracy dla meza. Szkoly dla Antka - przeboje z zapisami, zapisy do choru? Koszty, koszty... nowe miejsce, nikogo nie znamy... adaptacja. Dla mnie w koncu stala posada, ale bardzo wymagajaca: projekty i zabojcza praca na kilka nastepnych lat, ale sie jej nie boje. I zima!

Scenariusz 3: dostaje posade w licuem miedzynarodowym pod Nicea. Dowiaduje sie w marcu, od wrzesnia zaczynam. Przeprowadzka... i jak wyzej - patrz scenariusz 2. I ciagle wiosna-lato!!! 

Scenariusz 4: zaden z powyzszych, nieznany mi zbieg okolicznosci mniej lub bardziej pomyslnych????

Czy warto wiec na tym wszystkim teraz, z wyprzedzeniem sie glowic??? NIE!

Zyje sie TU i TERAZ... teraz sa wiec swiece, jazz, piekny film na wieczor "Wojna i pokoj", nowa wersja; trzeba junkers naprawic bo ogrzewanie wysiadlo, zrobic zakupy, posprzatac i walizki spakowac bo w srode jedziemy w Pireneje na 4 dni szusowania i sanatorium dla mnie!
Poprawilam dzisiaj 10 sprawdzianow! ot co! kazdego dnia i do konca wakacji dam rade te 72 ocenic. 

Tak ten rok sie zaczyna... takie plany, marzen kilka tez jest ale o nich cicho szaaaaaa...

DOSIEGO ROKU 2018!!!