niedziela, 26 sierpnia 2018

Wariacje gorskie. Alpy. Czesc 8


Coz by tutaj napisac... chodzenie po gorach nie tylko zapewnilo nam ekstra forme fizyczna, ale tez psychiczna. Wariowalismy praktycznie non stop, zarty sie nas trzymaly, wybuchy smiechu, glupawki najrozniejsze. To jest jednak to co w wakacjach lubie najbardziej, ten luz, ten brak zadecia, napiecia, makijazow, lokowek, super ubran... Po prostu bylo nam super, super dobrze i tylko pozostal zal, ze sie skonczylo to wedrowanie. Ale zeby nie bylo za latwo to zdjeciami ponizej przypominam jak sie wyglada, gdy sie 2 godziny wchodzi z 1850 metrow na 2450... niby niewiele z Les Menuires nad jezioro Lou... a jednak... pot plynie, oczy zalewa, twarze czerwone jak dobrze ugotowane buraki... i tak bylo codziennie. My to jednak kochamy! Ten wysilek, ten pot, ten bol miesni. Antek dokladal sobie z ojcem jazda na VTT po gorach oczywiscie... ja tam sie tego boje! I jeszcze zwierzeta... tak jak boimy sie psow. Mamy fobie i ja i Antek. Psy mnie paralizuja... choc znajde kilka wyjatkow, gdy dobrze znam psa jak u kuzyna w Kanadzie to strach mija ale potrzebuje wielu, wielu dni obcowania. Antek ma dokladnie to samo. W Alpach jednak psow ci dostatek i szczegolnie te olbrzymie co stad pilnuja, do nich nie wolno sie zblizac bo sa grozne, zreszta ulotki sa wszedzie rozdawane z ostrzezeniami. Ale w Alpach sa tez krowy, kozy, owce, konie, kroliki, wilki choc my nie spotkalismy... i w kazdym wypadku trzeba umiec sie odpowiednio zachowac. ja tam trzymam dystans ale Antek jak widzi cielaka czy koze to musi poglaskac! 

I w gorach jest tez... modlitwa, codzienna, spontaniczna, modlitwa zachwytu i prosba o zachowanie piekna naszej planety. 



























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz