piątek, 12 marca 2021

Wspaniały seans HIPNOZY i cierpienie...

 Zacznę od wspaniałości... wczorajszych. Byłam wczoraj w dalekiej podróży, podróży w głąb własnej świadomości, w głąb siebie. Cóż to było za doskonale doświadczenie! Sama nie mogę wyjść z podziwu nad cudownoscia bytu mego. Mamy w sobie WSZYSTKO to co jest nam potrzebne. Mamy w sobie niezmierzone i niewyczerpane pokłady tego co dobre, co światłe, co piękne. 

Dotarlo do mnie jak mało z nich korzystam, jak wiele mogę a jak mało czynie! 

We wczorajszej podorze w inny wymiar świadomości byłam orlem królewskim. Dotarłam do miejsc, których piękno trudno opisać... i jak za pierwszym razem nie chciałam z tego stanu zmienionej świadomości wyjść. Nie mogę się doczekać kolejnego i pewnie ostatniego seansu hipnozy, za 2 tygodnie. Rozumie teraz dlaczego ta technika cieszy się tak ogromnym powodzeniem. Dlaczego w wielu naszych szpitalach do operacji znieczula się pacjentów właśnie hipnoza i żadna chemia nie jest im potrzebna! Jak wiele schorzeń można hipnoza wyleczyć bądź złagodzić. Niezmierzona dziedzina jeszcze ale z potencjałem tak ogromnym... 


Ciesze się! Szczęśliwa jestem!!!!


A odczuwaniem cierpienia... dzisiaj akurat... wiąże się ze środowiskiem w pracy. Właściwie od września czy to w poprzednim liceum czy w tym nie jestem usatysfakcjonowana relacjami międzyludzkimi. Z rozrzewnieniem wspominam Bordeaux i tamtejsze relacje w wielu szkołach z kolegami nauczycielami. Tutaj jest inaczej, jak narazie i niestety duzooooo gorzej. Złe się z tym czuje ale pomimo różnych inicjatyw ciężko o polepszenie sytuacji... może, kiedyś? Notabene... Kolumbijka, która woziłam za friko przez pół roku... zapomniała o mnie błyskawicznie... nie jestem już jej kierowca więc po co miałby pytać " co słychać? jak ci idzie"... reszta podobnie choć są tez wyjątki! 

Narazie jest zle. W obecnym liceum choć jestem tam od miesiąca ponad... nie mam żadnego kontaktu z nikim. Nikt nie odpowiada na moje maile... choć wysyłam je do ponad 120 nauczycieli placówki. Nie, wczoraj dostałam 1 odpowiedz... hurra!!!! Nikt się nie odzywa... Dziś wchodzę do pokoju nauczycielskiego chwile przed 8... Było 9 osób... i martwa cisza, straszna cisza. Rzuciłam wesołe "Bonjour"... odpowiedzieli półgębkiem... pytam z uśmiechem na twarzy bo to był żart" umarł ktoś?"... i nic cisza... jedna belferka wziela swoją teczkę i rzuciła mi "non"... i poszła sobie... a idź w cholerę głupia babo - pomyślałam... i sama tez sobie poszłam bo jednak z uczniami kontakt znakomity... a reszta hm... muszę jakoś przetrwać. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz