No coz zdarza się i tak ale trudno mi przejść nad tym do tak zwanego porządku dziennego. Chodzi o antkowe powtórki do konkursu, które będą trwały dwa tygodnie. Jakiś miesiąc temu on się dogadał ze swoim dziadkami, ze może je zorganizować w ich domu bo chce to zrobić ze swoim przyjacielem... podobnie jak to było rok temu pod Lyonem. Ale wczoraj dowiedział się, ze jednak nie może bo dziadkowie się nie zgadzają ani żeby ich przyjąć we dwójkę, ani żeby pojechać na ten czas do ich domu w Pornichet, ani żeby przeprowadzić się na ten czas do naszego mieszkania w mieście a my byśmy ich obsłużyli wtedy u nich.
Narazie więc sprawa wyglada tak, ze chłopcy będą zainstalowani u nas, w mieszkaniu. My będziemy spali pewnie w hotelu bo u mnie nie ma miejsca na 4 pracujące osoby... a może u teściów będziemy spali ale wtedy tylko my?
Wczorajsza rozmowa nie należała do udanych ani do przyjemnych. Mój mąż wrócił nieco potłuczony psychicznie od swoich rodziców. I właściwie do dziś odczuwamy nie tylko dyskomfort ale jakiś taki wewnętrzny ciężar. Decyzja więc została dziś podjęta o opuszczeniu i tego miasta i tego regionu jak najszybciej i formalnie uda się nam to zorganizować. Niestety rodzice męża a moi teściowie zostaną na stare lata sami. Już nie maja kontaktów z nikim właściwie i stan się pogłębia... Teść ma brata w domu starców i siostrę ale od lat się nie odzyzwaja do siebie. Teściową ma konta tylko ze swoją siostra bliźniaczka, na pogrzeb swojego brata, który zmarł w ubiegłym roku pod Paryżem nawet nie pojechała...
Nie wiem skąd się biorą tak złe relacje w rodzinie, w rodzinach... dlaczego jednych stać na wizyty, telefony, kartki, zaproszenia, na przepraszam, na chęć utrzymywania kontaktu czasem pomimo trudności a inni nigdy nie przyjeżdżają i nie odwiedzają pomimo zaproszeń, nigdy sami pierwsi nie zadzwonią, nigdy nie zapraszają nawet na kolacje jak już człowiek te 2000 km pokona... nigdy nie przepraszają tylko oskarżają...
To widzę w wielu relacjach i w wielu rodzinach a przede wszystkim u siebie tez. Nie rozumiem tego.
To znaczy racjonalnie i psychologicznie rozumiem... ale emocjonalnie nie rozumiem.
Chyba już tak zostanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz