Nie pamietam kiedy był... Dopiero dziś zdałam sobie sprawę z tego, ze od polowy września 2025, ale dokładnie nie pamietam dnia... nie przeżyłam ani jednego dnia bez bólu.
Boli rano gdy wstaje i potrzebuje długich minut by oczyścić nos na przykład czy gardło czy rozruszać stopy i ścięgno Achillesa by mniej bolało... Jak tylko popracuje, poniosę siatkę czy zrobię nawet dlugi spacer ból się nasila i tak cały Boży dzień. Jak się kładę spać to psikam gardło bym nie kaszlec i by nie było bolało i by dało się zasnąć... mam już nie paczek chusteczek a rulon papieru toaletowego na nocnym stoliku by odetkiwac nos. Stopy smaruje maściami, zakładam skarpetki bo jak jest dobrze ciepło to mniej boli.
I tak od wielu miesięcy. Niby są te leki, na stopy były zabiegi różne ale na trochę to pomaga, zazwyczaj doraźnie a potem od nowa boli.
W ostatnich dniach boli i to bardzo właściwie wszystko... włącznie z twarzą.
Moj mąż mówi do mnie, ze ja już nawet nie rozróżniam, nie zauważam dnia z bólem bo to stało się moja NORMA. I ma racje. Ale przecież wiem, ze normalne to to nie jest i ze nie chce się na to godzić. I się nie zgodzę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz