Tak, dokładnie tak... Wyrzuciłam dziś z lekcji jedna uczennice, która po 10 minutach od dzwonka nie przestawała nadawać ze swoją koleżanką i leżała, dosłownie leżała na swoim plecaku na lawce. Nie wyciągnęła zeszytu, kartki, długopisu...
Stwierdzilam więc, ze nie przyszła na lekcje tylko w innym celu więc poprosiłam o wyjście z klasy.
Zrobila sie afera bo "jak można z klasy wyprosić". Mamusia już wysłała kilka maili w stylu "moja córka jest niewinna, dlaczego ma płacić za złe zachowanie całej klasy"... i tym podobne.
Życie szkolne przysłało maila bym wyjaśniła "dlaczego ja wyrzuciłam".
Odpisałam, ze mogłabym wyrzucić mniej więcej 3/4 z obecnych 34 osób czyli mieli by ponad 20 uczniów do zaopiekowania i rodziców do powiadomienia ale ograniczyłam się do najbardziej denerwującego dziś przypadku.
Odpisali, ze "nie wolno wyrzucać".
Dobrze, ale ja tez nie życzę sobie takich zachowań, takiego braku szacunku, braku podręcznika, zeszytu, chamskich odzywek, lenistwa do potęgi n-tej... ja tez tego nie chce i w regulaminie szkoły te zachowania są rzekomo sankcjonowane... więc skoro szkoła nic nie robi w tym kierunku to robię ja, na swoim poziomie.
Nie podoba się.
Następnym razem wyrzucę i 20 osób jak będzie trzeba, niech ich ustawiają tak by się zachowywali zgodnie z zasadami życia w społeczeństwie czy choćby z regulaminem szkoły.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz