W pracy od 8 do 18 dziś... wyskoczyłam w przerwie obiadowej do dwóch cukierni obok ale oczywiście "beignets" czyli francuskich pączków nie mieli. Bugnes czyli francuskich faworków tez nie mieli...
Więc co się naoglądałam zdjęć to moje ale w brzuchu mi burczy bo nie zjadlam NIC a NIC i teraz nie będę robić ciasta i pączków bo jutro tez do pracy więc trochę późno na to...
Eh... niezwykle cierpienia zwykłej Polki na obczyźnie! Tak bym to nazwała.
Kiedyś jak mniej pracowałam sama smażyłam, i czasem zapraszałam tez... ale w tym roku totalne zero ani faworka ani paczka.
Może choć w sobotę uda mi się kilka na szybko czyli nie drożdżowych podsmażyć? A może chociaż jakiś churros wpadnie?
Normalnie mnie ssie od tych dobroci ale los mi poskąpił tym razem ha, ha, ha...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz