poniedziałek, 16 marca 2026

To mi się tydzień zapowiada... 4 dni do 20.


Ten tydzień zapowiada się ciężko bo przez 4 dni pracuje do 20:15. Poniedziałek, wtorek, środa i czwartek. W środy zawsze do tej godziny pracuje bo mam wykłady i zajęcia na uniwersytecie a reszta dni jest wyjątkowa bo mam rady pedagogiczne dla każdej klasy osobno wieczorami więc tak się ułożyło. Dziś rano zaczęłam o 7. Teraz chwila przerwy na kawę i zaraz jadę do liceum na cala resztę dnia. 
Wczoraj, w niedziele pracowałam pół dnia a w sobotę 6 godzin tez bo trzeba to wszystko przygotować oczywiscie. Nic samo się nie zrobi. Akurat to lubię i lekcje i wykłady i ćwiczenia i przygotowywanie do nich więc czerpie przyjemność z tej pracy. 

Antoni wyjechał dziś o 7 rano z domu już na zajęcia. Jeszcze ma 2 tygodnie przed powtórkami. 
Tak się śmieje z nim przy śniadaniu, ze najmniej u nas pracuje i najwiecej śpi mój mąż... Bo on praktycznie nigdy przed 8 nie wstaje. Zaczyna o 9 a kończy koło 18. W soboty i w niedziele śpi i się obija nieco po prostu. To znaczy ma czas dla siebie czyli wisi na ekranie tabletu, ogląda TV, pójdzie sobie do parku połazić i tyle. A my zasuwamy. Antek ze swoim a ja ze swoim plus pranie, prasowanie, zakupy, gotowanie i z rzadka sprzątanie bo na to ostatnie już w ogóle nie mam czasu. Poślesz go po zakupy to polowe zapomni i będzie dzwonił 6 razy z pytaniami bo lista jest "niedokładna"... to już wole sama. Gotować nic nie umie... no jajka i makaron. Poprosisz o złożenie prania to szukasz skarpetek przez kilka dni bo nie w tej szafie i nie do pary... odkurza i myje podłogi co 14 dni. To już sukces.... bo na początku naszego związku nie potrafił zetrzeć okruchów ze stołu gąbka bo się brzydził trzymać w ręku gąbki... mamusia go nie nauczyła... A teraz ja tez nie. Bo mi się już po prostu nie chce. 
Byle do maja bo wtedy będzie lżej! 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz