poniedziałek, 28 lipca 2014

Etap szósty - Niagara Falls i o tym jak sie jeździ w Ameryce

Dziś rano w strugach deszczu ruszyliśmy na południowy-zachód by po około 100 kilometrach dojechać do najsłynniejszego wodospadu na swiecie - Niagara Falls. I muszę przyznać, ze dech nam zaparło. Ten wodospad, a właściwie dwa wodospady sa po prostu niesamowicie piękne i wyjątkowe gdy o rozmiary chodzi. By było ciekawiej pierwszym prezydentem Parku Niagara Falls był Polak, uczestnik Powstania listopadowego, który został zmuszony do opuszczenia zaboru rosyjskiego - Kazimierz Gzowski.

Niagara to przede wszystkim przepiękne miejsce, taka perełka natury, dzikiej, nieokiełznanej. Ale we wszystkim jest szkopuł. W wypadku wodospadu to miasto, które dziś liczy 82000 mieszkańców i które z cudownego daru natury zrobiło migający neonami biznes.


DSCF1300_zps1ba2b289.jpg
 
 
DSCF1304_zps3c31e8d8.jpg
 
 
DSCF1357_zps8f0d15ff.jpg


Wszystko mozna kupic, zagrać w golfa wsród plastikowych dinozaurów niecały kilometr od wodospadu, wejść do strasznego domu, przejechać sie na dziesiątkach karuzeli i obezrec hamburgerami, lodami i innymi frytkami po czym beknąć solidnie i iść podziwiać to co jest tutaj naprawdę do podziwiania.
Oj, lekko zdegustowana jestem... Jak na plazy w Kołobrzegu.... Wsród budek z zarciem i z muzyka i straganów przyslaniajacych morze. Szkoda.

Jednakże, nie daliśmy sie wciągnąć w ten amerykański-kanadyjski kicz. Obeszlismy wodospad, podziwialiśmy, zrobiliśmy mnóstwo zdjeć a przede wszystkim na statku podplynelismy nad sam jego brzeg.... Brrr. Niesamowite doświadczenie!
DSCF1322_zpsddde0a84.jpg
 
 
 

DSCF1323_zpse6565f5b.jpg
 
 


DSCF1333_zps5759f010.jpg
 
DSCF1335_zpsfe408bee.jpg
 
DSCF1344_zpsfaa8dd52.jpg
 
DSCF1345_zpsfa80dc51.jpg
Od kilku dni jeździmy po Kanadzie autem. I do wczoraj nawet sie to udawało. Gdy jednak zaczęliśmy zbliżać sie do Toronto jechaliśmy juz w prawie 80 kilometrowym korku.... Była niedziela wieczór. Nie wiem czy wszyscy mieszkańcy miasta wracali akurat z tej strony do domu ale tak to wyglądało choc miasto jest znacznie mniejsze od Paryża. Może tutaj każdy jeździ samochodem? W każdym razie mozna było niezłe sie zestresowac. Przy Toronto po 8 nitkę w każda stronę. Jedna 401 express, oddzielona murkiem od 401 circulare, do tego wciąż zjazdy i wyjazdy, jakieś nazwy ulic. Oczopląs calkowity i strasznie niebezpiecznie bo wymijająca z prawej, z lewej, ciężarowe. Mało kto przestrzega ograniczenia prędkości. Jeden cyrk. Dziś to samo... Jutro oddajemy auto bo w środę lot
do Winnipeg, o świcie. Ale co sie najadlam strachu to moje. Bo było śmieszniej GPS jest spóźniony wiec posługuje sie tylko mapami w nieznanym mi całkowicie mieście i jak narazie nie pomyliłam sie jeszcze. Moj maz mówi, ze jestem " mistrzem swiata" w orientacji, i czytaniu map... Napawa mnie to duma! Choc mistrzem swiata nie jestem.

1 komentarz:

  1. Bardzo ciekawie piszesz o Waszej podróży. Czytam od konca do początku a wciaga coraz bardziej :-)

    OdpowiedzUsuń