Tak sobie myślę o tym co się stało w sobotę wcześnie rano, o tym co się dzieje od kilku lat już... I nie mam już żadnych watpliwości, ze świat, który znaliśmy po 1945 roku z jego porządkiem, organizacjami międzynarodowymi, regulacjami i na poziomie indywidualnym relacjami międzyludzkim... już nie istnieje. Mamy teraz "chce, mogę, biorę".
Tak jak pisał Giuliano da Empoli w "Les ingénieurs du chaos", kilka lat temu, pogrążamy się coraz mocniej w chaosie, który jest dziełem kilku światowych skrajności. Z jednej strony alianse oligarchów z dziedzin: ekonomii, technologii, mediów i polityki z drugiej alianse sił populistycznych i radykalnych, które zapoczatkowaly i prowadza te zmiany w skali światowej. Dwie twarze tej samej logiki, tych samych ruchów i działań.We Francji, na przykład wyjątkowo jasne na scenie politycznej.
Wojna, przemoc i powrót do form kolonializmu są już od nowa legitymne i coraz bardziej rozpowszechnione.
Relacje indywidualne, międzyludzkie są coraz częściej zastępowane wirtualnymi lub zostają zerwane w imię dobrego samopoczucia i zwykle ludzkiej wygody.
Wygoda wkroczyła tez na salony życia profesjonalnego. W edukacji jest to wyjątkowo dobrze widoczne ale tez w wielu przedsiębiorstwach i urzędach. Czasami do tego stopnia, ze wymaganie czegokolwiek czy próba reform spotykają się z wyraźnym odrzuceniem, strajkami, blokadami.
Mlode pokolenia stawiają, w swej większości, na egotyzm. I obserwuje to codziennie w klasach, na korytarzach, w salach uniwersytetu itd.
Niewiele osób wokół mnie rozumie te procesy. Niewiele osób, w tym prezydentów państw, rozumie te procesy. Krótkowzroczność, zachowawczość, tkwienie w starym i znanym są bardziej naturalne. ja tez wolałbym ich nie widzieć z bardzo prostej przyczyny - wywołują lek i obawy, zmuszają do działania, do nabywania jak największej niezależności kompetencyjnej i finansowej bo nikt nie uratuje... nikt ręki nie wyciągnie by pomoc... To już nie ten świat, nie ta rzeczywistość.