wtorek, 5 listopada 2019

Gisèle Azzopardi... Zmarla ukochana babcia mojego meza.


Miala 95 lat. Do ostatniego dnia byla w dosc dobrej formie, w domu opieki, od 5 miesiecy. 

Tesc moj zadzwonil wczoraj popoludniu... ze babci juz z nami nie ma. To jego mama. Byl zdruzgotany. 

Ostatnio odwiedzilismy ja w sierpniu, pisalam wtedy o naszej wspolnej kolacji w domu opieki i o tym jak bardzo Gisèle byla w formie. Jezdzila na wycieczki, na pikniki, zartowala z personelem. 

Gdy wchodzilismy do jej pokoju krzyczala radosnie "Stéphane"... i nie mogla przestac mu mowic, ze to jej ukochany wnuczek. 

I ja mialam z nia zawsze dobre relacje. 
To typowa kobieta poludnia Europy. Jej tata mial na imie Salvatore a mama Kajet z nazwiska Veneruso, rodem z Sycylii. 

Wyrazne pietno na jej zyciu wycisnela wojna kolonialna w Algerii i przybycie do Francji metropolitarnej. 

Babcia Gisèle... wesola, elegancka, przy kosci troche tez... 

Bedzie mi jej bardzo brakowac. 

Jestem z rozsypce... za duzo tych chorob wokol, za duzo tych zgonow wokol, za duzo tego chaosu, zlych nowin, zlego poczatku roku... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz